Syndrom czarnego światła

Są dwa rodzaje światła. Dobre i złe. Światło. Dobry i zły. Rodzaj. Oczywiście każde z nich ma wiele różnych odcieni, oprócz tego mogą różnić się między sobą natężeniem, rozproszeniem… Dobre światło przeciska się rankiem pomiędzy roletami, dobre światło rozgrzewa powietrze i sprawia, że góry są mniej widoczne. Złe światło najczęściej odbija się od jakiejś płaskiej powierzchni. Okulary rozświetlone nocnym monitorem, odbita w oknie zgarbiona nad laptopem postać, błysk telefonicznej latarki w łazienkowym lustrze, gdy po wszystkim myje zęby i nie zapala światła aby nie obudzić. Potrójne uderzenie.

Piecz aż

Tak, właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, abym stał się piekarzem. Mógłbym rozpocząć nowe życie gdzieś w niewielkiej miejscowości, wtopić się w hermetyczną społeczność, uciec przed tym wszystkim co od lat mnie oprzy tatła czacza. Myślę, że całkiem nieźle bym sobie poradził. Być może dlatego, że jestem nienormalny, a nieliczne stada składają się ze skrzywionych umysłów. Byłbym nie tylko świetnym obserwatorem, ale też wybitnym słuchaczem. Podejrzewam, że prawdopodobnie byłoby znacznie weselej, a już z pewnością zdecydowanie bardziej cieleśniej.

Będziemy wracać

Dlaczego brzydcy bracia mają piękne siostry? Sen? Nie! Ale nadmienię tylko, że śniła mi się moja platoniczna Agnieszka. Ostatni raz widziałem ją jakieś dwadzieścia lat temu, ale sądząc po zdjęciach nadal ma ładny uśmiech i unikatowy podbródek. We śnie demonstrowała nam (stałem z kolegą) styl w jakim będziemy wracać. Coś a la ministerstwo głupich kroków. Śnił mi się też mój dawny nauczyciel gitary. Umawiał się ze mną na lekcje i bardzo mu zależało na tym, aby w kwestie opłat za nie nie wtajemniczać jego żony. W sąsiedztwie bloku w którym mieszkam pojawiły się pięknie zadbane alejki rodem z poprzedniego adresu, pojawiła się też rzeka rodem nie wiadomo skąd.

Wyznanie wgłębieniowe

Nie powinny istnień takie miejsca jak ranny tramwaj zimą. Poza tym taką trasę można pokonywać tylko po to, aby u jej końca zakopać się w pościeli i przez zamknięte powieki przyglądać się budynkom wyrosłym na innych budynkach. „Chyba ją kocham” – wgłębieniowy napis na pokrytej śniegiem masce samochodu. Ujęło mnie to. Chciałbym móc być w tym wieku, aby samemu taki napis wykonać. Chociaż kiedy miałem tyle lat co jego autor, to ustne wyznawanie miłości nie sprawiało mi problemu. Wręcz przeciwnie, przychodziło mi bardzo łatwo, może nawet za bardzo. Za to teraz…

Wtedy zima

Co się stało z czasem/się do tego przyzwyczaisz. Gdzie więc postawić znak zapytania? Gdzie on w ogóle się teraz znajduje? Najprawdopodobniej dryfuje gdzieś w nieprzestrzeni pomiędzy światami. Na tą zimę nakłada się tamta, sprzed… dwudziestu kilku już lat. W przeciwieństwie do tej, wtedy był śnieg. Dużo śniegu. Czasami aż bolały od tego oczy. Miałem jakichś tam przyjaciół, takich, jakich można mieć tylko będąc nastolatkiem. Miałem zalążek miłości, który funkcjonuje w przyrodzie po dziś dzień, zamknięty w szufladzie z aktami skatalogowanymi jako „Co by było gdyby”. Kupiłem wtedy dwie kasety (KASETY kurwa) – „Slowly we rot” Obituary i „Leprosy” Death. Trochę się bałem słuchać ich w samotności. Starszy kolega pukał się w czoło i nie mógł się nadziwić, że nie kupiłem  debiutu Pearl Jam. Kto mógł wtedy przypuszczać, że w przyszłości nawet nie zbliżą się do poziomu „Ten”?

Mrug

Któryś już raz będę wracał po ciemku i któryś już raz przyłapuję się na tym, że nie mam przy sobie żadnego odblasku. Cóż, dla odmiany mogę teraz trochę pokusić los. Ten rok jest lepszy, udało mi się zrobić coś, czego nie udało mi się dokonać w ciągu dwóch ostatnich lat: zaznaczyłem srebrnym flamastrem lewą słuchawkę. Z okna transportu zauważyłem, że światło przede mną ucieka. Widziałem też pojawiające się stopniowo części szpitala. Tak jakby wyłaniał się z innej rzeczywistości. Mrugnięcie okiem – kolejny segment. Mrugnięcie – następny. I tak po trzykroć.