pomnikt

Wysłuchałem. O facecie, który po śmierci żony nie może sobie znaleźć miejsca. I który wczoraj wyprał krzesła. To znaczy te części na których się siada. Niech se sąsiad siędnie. Pomyślałem, że jakiś czas temu mój syn oglądał jutjubera, który w swoim dwudziestominutowym filmie nie przekazał właściwie żadnej treści poza tym, że rozpakował nowe krzesło, które dotarło do niego pocztą. Pomyślałem: ratunku.

def

I znowu „uśmierciłem” kolejnego słynnego. Zaledwie parę dni wcześniej komuś polecałem to jako jeden z moich ulubionych utworów.

Już sobie nie pośpiewa. „Jak do tego doszło?”. Zmarł dokładnie tego samego dnia co inny bardzo ważny dla mnie muzyk, z którym notabene miał współpracować podczas nagrywania całkiem niezłej płyty. Może gdyby dołożył do niej swój głos, była by czymś więcej niż tylko całkiem niezłą płytą?

A dzień później mój tata gdyby żył, obchodziłby siedemdziesiątkę. Niedawno przeprowadziłem dosyć niecodzienną rozmowę telefoniczną. Zadzwonił typ, cześć, jestem taki to a taki, numer mam od tego i tamtego, pracowałem swego czasu z twoim tatą, bla bla bla, potrzebowałbym czegoś tam, nie masz czasem, a nie potrzebowałbyś mnie do czegoś, bla bla bla, kurwa ten tego wisz rozumisz. Dyzio gawędziarz, w dodatku na ewidentnym cyku, przed południem. Rozmowa się przedłużała, facetowi się usta nie zamykały, aż do momentu…

– A co u taty?

– Eee, jak to co u taty?

– Normalnie, no co tam u niego kurwa?

– Wiesz, u niego to raczej słabo, bo tata od ponad roku nie żyje.

Tu nastąpił mentalny knockout, błyskawiczne otrzeźwienie, zmiana barwy głosu i zakończenie rozmowy w pozycji na baczność. Takie tam, wiedziałem, że prędzej czy później przeprowadzę z kimś rozmowę która mniej więcej tak się zakończy.

I tak sobie myślę, że kurde

Jutro wspomniana już kolejna czterdziecha. Czyli większość z nas więcej niż połowę życia ma raczej za sobą. Z tej okazji myślę o pewnej kawiarni w mojej okolicy, do której nigdy jeszcze nie wstąpiłem. Bo zawsze coś, gdzieś, dokądś szybko. A może należałoby wstąpić. Autor artykułu o zmarłym wokaliście z pierwszego clipu słusznie zauważył, że warto chodzić na koncerty, bo nigdy nie wiadomo kiedy szlag trafi następnego z naszych idoli. Ja rozszerzę to o tą kawiarnię której do tej pory nie odwiedziłem. Warto chodzić tam, gdzie nas jeszcze nie było. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy i nas już nie będzie.



śtyry

Większości moich kolegów z czasów liceum i studiów stuknęła w tym roku czterdziestka. Z większością z nich do dzisiaj utrzymuję jakiś tam kontakt, co nie jest może specjalnym wyczynem zważywszy na to, że nasza hermetyczna paczka nie liczyła wiele osób. W najbliższą sobotę będę więc wznosił toasty na cześć kolejnego jubilata, równocześnie ciesząc oczy widokiem mojej platonicznej miłości sprzed dwudziestu lat. Spotkałem ją w zeszłym miesiącu przy okazji opisywanego tutaj przyjęcia-niespodzianki dla innego świeżo upieczonego czterdziestolatka i… Eeech… – że tak powiem. Chyba jeszcze nie umarłem, skoro czuję się jak nastolatek przed swoją pierwszą imprezą na której będą koleżanki. I to na kilka dni przed! Oczywiście nic z tych rzeczy, wszyscy grzeczni, zaobrączkowani, trzymamy ręce na stoliku i uważamy na to co mówimy, zwłaszcza przy osobach towarzyszących.



ńe

trzeba gdzieś tam zadzwonić i w którejś teczce poszukać jakiegoś dokumentu ale w moim umyśle opadają szlabany migają czerwone światła rozlega się sygnał dźwiękowy i rogatka nieprzejezdna nie da się nie no kurrrwa normalnie nie

Cza

Nie mów mi, że dzisiaj wieczorem musimy usiąść przy komputerze i zamówić jakieś czapki. Nie mów mi, że kupimy plakaty. To się nigdy nie stanie. A nawet jeżeli, to zawisną na ścianach raczej jakiegoś innego mieszkania, może powiesi je nasz syn na pamiątkę po nas. Wracając do czapek, to pewnie i tak swojej nie będę nosił. Zresztą jak nosić coś, co się nie pojawi? Nie róbmy zdjęć, bo wywołaliśmy (ja wywołałem) tylko te z naszego ślubu, ileś tam lat temu. A te, które powstały do tej pory nie są nawet posortowane, o oglądaniu już nie wspominając. Zdjęcia w telefonach, co za pomysł w ogóle. 

…

Powyższym słowom nie towarzyszyły jakieś gorzkie myśli, wbrew pozorom. Sucha refleksja, suchy ja, suche to wszystko.

…

Byłem przez chwilę Charliem Manzim. Goniły mnie nagrobki żywych ludzi. Nie dogoniły. Świecił odpowiedni księżyc, który teoretycznie miał mi utrudnić zasypianie. Nie udało mu się.

…

Odkryłem, o jakieś 20 lat za późno, ale kocham: