Powtórnie sobowtóry różnej postury. W mijających się tramwajach. Kilka kroków ode mnie na moście. W wypełnionym lękiem/dźwiękiem/wdziękiem tłumie. A ja otumaniony, czekam aż kurz opadnie, zastanawiając się czy to ty, czy to był w ogóle człowiek. Minęły całe dekady od czasu gdy uśmiechałem się do telefonu. Teraz zdarza się, że drgnie mi kącik ust przechodząc obok jakiegoś żywopłotu, albo gdy mam okazję przejechać dłonią po wilgotnym bluszczu. Przede mną tyłem do kierunku jazdy usiadły lata dziewięćdziesiąte, takie wypisz wymaluj. Dzieli nas wszystko, choć wywodzimy się z tego samego miejsca. Ja najwyraźniej odpycham, nie nadążam, albo wybiegam za bardzo do przodu. Czuję, że jak w czasach pandemii będę miał cały wagon dla siebie.
Miesiąc: Lipiec 2026
szyd
Szydzi ze mnie odpowiedź na moje ogłoszenie. Ze wszystkich ludzi na całym świecie musiał napisać znany w mojej branży oderwany od rzeczywistości wariat, pośmiewisko. Być może swój do swego…
Szydzi ze mnie wsiadająca do tramwaju para: on z gitarą, ona roześmiana.
Szydzą ze mnie osoby, które mogę znać i konta do obserwania.
Szydzą ze mnie pozostawiane na mojej drodze butelki po Soplicy. Tak żebym je spotkał. W jedną stronę całe, w drodze powrotnej roztrzaskane po całym chodniku.
Szydzi ze mnie ulica prowadząca do mojego nowego mieszkania. Byle jak zamiatana z liści. Wszyscy zawsze ciągną w przeciwnym kierunku, jak tylko wychodzę zza rogu widzę plecy ludzi oddalających się od bramy wejściowej. Do mieszkania zaglądają tylko liście.