Kategoria: Bez kategorii
zdanie
Zaczęło się od zdania rodem z podręcznika do języka polskiego dla klasy pierwszej szkoły podstawej. Zdania którego nie mogę sobie teraz przypomnieć. A szkoda, bo przynajmniej skróciłbym cierpienia mojego oprawcy. Uprzedzałem go, że praktycznie nie odczuwam bólu, ale nie chciał mnie słuchac. A może to ja wolałem się nie odzywać, żeby go czasem nie urazić? Zdanie, zdanie… No nie pamiętam, jedyne co widzę wyraźnie, to siebie kręcącego głową na myśl o tym, żeby może użyć notatnika w telefonie. Przecież nie zapomnę. Płynnie przechodzimy do podtapiania. Ręcznik okleja moją twarz, staje się kolejną maską, pachnie każdą pokusą, bo już nie wiem czym jestem polewany. Zdanie jednak za nic w świecie nie chce wypłynąć na powierzchnię. Było, minęło. Utonęło.
pakt
gdzie mam podpisać
diable by aniołowi
dać znieczulenie
chodzi o to
żeby bańka pękła ale bajka trwała nadal
opalcowanie
Tak rzadkie połączenie gdy każdy opuszek ma swój własny mózg. To konieczne, bo mój umysł stał się dmuchawcem. A że ostatnio bardzo wieje… Myślę w różnych kierunkach, myśli tracę z oczu. Odbieram inną transmisję, dociskam strunę i staję się anteną. Stykam się mimo odległości. Palcom wgrana choreografia.
2
Druga kawa. Druga szansa. Drugiej takiej nie będzie.
Długa droga. Długo dłutem kształtowana. Dłonie już długo wiedziały swoje.
Drzew mniej. Drzewiej bywało inaczej. Tuli drewno do siebie mężczyzna z pieńkiem.
22:15 – Kuchnia 2 (dramat obyczajowy)
Piję już drugą kawę w tej coraz bardziej nie mojej kuchni i myślę o tej drugiej. Kuchni. Jaka ona będzie? Czy bedę się w niej czuł obco, nie na miejscu, a jeżeli tak, to czy zrobię coś, żeby była choć odrobinę bardziej moja? Może jakoś ją przyozdobię. Poukładam w róznych miejscach sowy, które zbieram od… nie pamiętam już od kiedy. Zabiorę ze sobą ulubiony kubek, ten z gitarami. Mam nadzieję, że polubię widok z okna. Wypełnię ją muzyką, gdzieś się przecież musi udać. Nie będzie milknąć, będzie się sączyć z każdego kąta. Może wprowadzę ciszę nocną, a może nie.
dziura
Zapadnia. Zapadnia i nocy. ZapaD.N.A. się w sobie. Dziura w scenie.
rozciągnięcie
zaczepione w kilku punktach jawy i snów zarówno tych dobrych jak i złych sznury liny włókna koszuli tną niebo cętkują ciało snują własne opowieści i szarpią mnie szargają moje imię napisane kredą na murze nie do odczytania zasłonięte przez suszące się pranie przykryte przykre tak naprawdę nie do odczytania zmyte przez deszcz utopione w gąszczu ogłoszeń o zgubionych kluczach i zwierzętach
wstęgi
stopniowo
maluj mnie na nowo
odwijam zlepiony umysł
watą cukrową
jej wstęgi nikną
z wiatrem
na drzewach meduzy
osiadły