Mrug

Któryś już raz będę wracał po ciemku i któryś już raz przyłapuję się na tym, że nie mam przy sobie żadnego odblasku. Cóż, dla odmiany mogę teraz trochę pokusić los. Ten rok jest lepszy, udało mi się zrobić coś, czego nie udało mi się dokonać w ciągu dwóch ostatnich lat: zaznaczyłem srebrnym flamastrem lewą słuchawkę. Z okna transportu zauważyłem, że światło przede mną ucieka. Widziałem też pojawiające się stopniowo części szpitala. Tak jakby wyłaniał się z innej rzeczywistości. Mrugnięcie okiem – kolejny segment. Mrugnięcie – następny. I tak po trzykroć.

Dodaj komentarz