Tak, właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, abym stał się piekarzem. Mógłbym rozpocząć nowe życie gdzieś w niewielkiej miejscowości, wtopić się w hermetyczną społeczność, uciec przed tym wszystkim co od lat mnie oprzy tatła czacza. Myślę, że całkiem nieźle bym sobie poradził. Być może dlatego, że jestem nienormalny, a nieliczne stada składają się ze skrzywionych umysłów. Byłbym nie tylko świetnym obserwatorem, ale też wybitnym słuchaczem. Podejrzewam, że prawdopodobnie byłoby znacznie weselej, a już z pewnością zdecydowanie bardziej cieleśniej.