Festiwal sobowtórów powtórzony. Który to już raz czepiam się spojrzeń, by jakoś przetrwać do końca? Nie wiem, ale to już nie to samo. Po wszystkim wracam we mgle do domu. Mgła powinna oddzielać realne od nieistniejącego. Nie ma tego co zamglone. Jest to co wyraźne. Nie byłoby łatwiej? Tak sobie myślę, słuchając jak głos Budzyńskiego niesie się przez pola, że kiedyś ten pan śpiewał o tym, co chciałbym aby mnie dotyczyło, a teraz śpiewa tylko o tym, co dzieje się wokół mnie. Lata są coraz krótsze. Zmarła kolejna słynna i wybitna osoba i jak to w takim przypadkach na ogół bywa, nagle okazuje się, że wszyscy znali, kochali i słuchali. Ja też nie czuję się najlepiej.
Miesiąc: Styczeń 2016
Zaoczne wysypiska
Każdy człowiek ma za swoimi gałkami ocznymi cmentarzyska rzeczy, które w ciągu życia wpadną mu do oczu. Nosimy w czaszce dwie sterty rzęs, małych muszek, ziarenek piasku… Niektóre obrazy oglądane przez nasze oczy po pewnym czasie stają się niepotrzebne, niechciane, niepożądane. Szkoda, że one też nie mogą trafić na zaoczne wysypiska. Niestety przechowujemy je w innych miejscach.
Być mogę
Jeszcze nie jestem pewien, ale chyba wierzę w Boga. W taki naiwny, średniowieczny sposób. Ten, kto ma tylu przeciwników, musi być przepotężny.
Ale (a może apa) świeci słońce
Wyczuwam fałszywą nutę tej zimy. Może w tej mgle, może we mnie. Któż to wie? Niemalże niezauważalnie ten świat (mój świat) napina się na podobieństwo źle nastrojonej względem innych struny i dysonansowo pobrzękuje. Co będzie? Będzie co? Upstrzyłem biblioteczną podłogę wodą z butów, to tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał zarzucić mi, że nic dzisiaj nie zrobiłem. Aha, świecę też przykładem. Właściwie nie świecę, mrugam raczej, puszczam zajączki w tych rzadkich chwilach, kiedy uwaga mojego serca i umysłu skupia się przez chwilę na słońcu. Ktoś mógłby powiedzieć, że udaję, że pracuję i że udaję dobrego ojca. Obawiam się, że ten ktoś mógłby mieć rację. Ale, ale ale ale, ale… Ale! Jak pięknie właśnie świeci słońce!
Pieszo
tramwaj za tramwajem sznur
schowany za słupem pan
niebieski błysk karetki bum
w przełyku owada ktoś przygląda się
kapliczka zamarznięta w rzece
kierowca marzy o papierosie
Trzem
jęzory ognistych przejęzyczeń liżące śnieg
wstukiwanie głupoty przerwałem
trzem zjawom mówię dość
łatwiej niż się spodziewałem
Dżin wanienny
Dalej, dalej, po zaprawę, poza prawem. Przecież dobrze wiem, co należy zrobić, a więc po co modlę się z wyprzedzeniem? Dziś znak przeprosinowy, wczoraj omen przeszłościowy. Pamiętam wyraźnie, siedziałem w wannie, z pustych butelek ulatniały się dżiny, a ja próbowałem hipnozy poprzez portal do równoległego wszechświata. I teraz nie wiem jak. Po prostu. Wiem co, ale nie wiem jak. Bo załatwić to tak jak zwykle wydaje mi się być niedopuszczalne. Nagłe zniknięcie może zakłócić równowagę, co z kolei może zapoczątkować całą serię nieprzewidzianych zdarzeń, w efekcie czego konsekwencje mogą być niewyobrażalne. Pozostaje inaczej, na przykład prawda. Bądź któraś z jej połówek.
smu snu
Smutek nie uszlachetnia, smutek blokuje. Odcina. Odpowiada za śmiałe przekrosowania naszych wewnętrznych połączeń. Osobom odczuwającym pustkę tylko wydaje się, że niczego innego poza pustką nie czują. Tak na prawdę są przepełnione smutkiem, jeżeli nie swoim, to swoich bliskich. Taki smutek może człowieka popchnąć w kierunku bardzo radykalnych rozwiązań, ale nie tym razem. Nie mogę ot tak po prostu zniknąć i podeptać czyjeś tęsknoty. Szczerze mówiąc nie wiem co zrobić, aby wybrnąć z tej sytuacji i zachować przy tym zdrowe zmysły. Być może czas podsunie jakieś rozwiązanie. Sercu już nie ufam. Tymczasem – sen. Chociaż on nie jest niczemu winien.