Tam! Far!

No i gdzie jest ten hamak, pytam się? Gdzie plaża i bose nogi? Miała być biała lniana koszula z podwiniętymi rękawami i co, gdzie się podziała? Albo chociaż deskorolka, zachód słońca na ogrodzonym drucianą siatką boisku do koszykówki, graffiti, bluza z kapturem i dziewczyna z kolczykiem w twarzy? Palmy w tle, niewielki ruch uliczny, szerokie ulice… Nie ma i nie będzie, nigdy nie było. No, może jedynie jakaś mała namiastka, ubogi krewny z prowincji, wokalista radzieckiej heavy-metalowej kapeli. Mimo wszystko nie narzekam. Nie dotyczy mnie tak wiele tutejszych spraw, na tyle jestem obojętny, zupełnie jakbym był daleko stąd. Jakbym był tam. Now drive me…

Winylem skracam się

Wczoraj minąłem na ulicy wielu mężczyzn wyższych ode mnie. Nie powinno tak być, to ja przecież jestem najwyższy w tym mieście. Godziny domowe jednak mnie skracają. Codziennie poświęcam centymetr swojego ciała. Być może któregoś dnia nic już ze mnie nie zostanie. Przeszedłem wieczorem kilka kilometrów z bardzo ciężkim plecakiem na plecach. No bo niby gdzie. Spacerowałem między innymi jedną z główniejszych ulic śródmieścia i uderzyło mnie to, że nawet nie zauważyłem kiedy moje miasto się tak bardzo wielokulturowe. Ach, mieć kilkanaście lat mniej, czerpać inspiracje, tworzyć, mieć ten warsztat co teraz, te narzędzia i ten pomyślunek… Ubieram winylowe rękawiczki, może nie skrócą mnie dziś całkowicie.

Droga moja, figurka tania

Tuż za furtką zapachniało nagle starą figurką z Gwiezdnych Wojen. Taką PRL-owską, gumowo-plasticzaną. Potem już tylko trasa. Ta sama co zwykle, takie też zachowania. Udaję, że was nie dostrzegam, ale bardzo ciężko mi to przychodzi. Wszystko przez tą dzisiejszą modę. Będąc nastolatkiem chyba codziennie zakochiwałbym się w kimś innym.

Igęrk

Panicznie boję się, że będę musiał wyjść z domu bez wypicia ostatniej filiżanki smutku. Ona ma być, choć nie powinno się już o niej pisać. Niech odbite na wszystkim idealne kręgi mówią same za siebie.

Taktowny poker z panem o inicjałach MG

Znasz to? Kiedy spodobał ci się jakiś utwór którego teledysk zobaczyłeś w MTV pędziłeś na bazar i szukałeś kaset tego zespołu. Jak już znalazłeś, przeglądałeś listę utworów w poszukiwaniu kawałka który ci się spodobał. To poszukiwanie upragnionego tytułu było naszą wikipedią, budka handlarza zaś – stroną z torrentami. Jest na tej, biorę. Szkoda tylko, że ta akurat jest wydana tylko przez MG, a nie przez Takt. Najprawdopodobniej jedna strona będzie gorzej nagrana od drugiej. No i ta szata graficzna… Znasz to? Jak ci się nie spodobało –  a raczej jeżeli nie zrozumiałeś za pierwszym razem – to słuchałeś do skutku, aby mieć pewność, że albo kochasz, albo jest ci obojętne. Bo po jednym razie to co niby, wyrzucić? Znasz to?

Paada Łałłon

Przypaliłem pierogi. Tęsknie za czasami, w których swobodnie mogłem pisać, czytać i myśleć o pierdołach takich jak zepsucie obiadu. Albo o takich, jak ten wczorajszy blairwitchprojectowaty deszcz ze śniegiem, którego dźwięk i dotyk wprowadzał mnie w niepewność co do tego, czy aby faktycznie sam sterczę na przystanku jeszcze nie w nocy, za to po ciemku i po środku niczego. Kiedyś mógłbym to ująć w zgrabniejsze słowa, dzisiaj pozostaje mi utrwalanie na szybko. Jak wszystko. Oszukuję upływ czasu oszukując mojego pracodawcę. Znikam stąd. Większość moich znajomych ze szkoły średniej i tak myśli, że już od dawna nie żyję.

Palący festyn

Stefan śpiewa o tym, że czasami czuje się jak pięść, a ja przyjmuję szybki lewy sierpowy na pamięć. Wspomnienia kąsają. Wychodzi na to, że przeważnie byłem głupi, choć chyba lubiany. Ja nie jestem pewien, czy bym siebie polubił. A trzeciego listopada roku Pańskiego dwa tysiące czwartego ważyłem dwadzieścia kilogramów więcej.

Czy ta zielona dyskietka miga niekiedy na czerwono, czy tylko mi się tak wydaje?