Ranki nareszcie granatowe, a nie czarne. Jakoś tak lżej wychodzić w domu, nie ma się wrażenia, że jest środek nocy. Niebo atramentowo-wodne. Zza krawędzi tramwajowego okna wypływa zły szpital. Tak, budynki jak okręty, teraz tak się buduje. Jakby zaraz miały gdzieś odpłynąć. Za to stare molochy z wielkiej płyty wyglądają jak zakorzenione na stałe. Jakby jedyne, co miało je ruszyć, to sygnał do startu. Wtedy wreszcie wyszło by na jaw, że tak na prawdę są one tylko wierzchołkami olbrzymich statków kosmicznych, wieki temu pogrzebanych tu przez obcą rasę w sobie tylko wiadomym celu.