samo daleko

Coraz bardziej sam. Wykruszają się znajomi. Brakoczas jest bezlitosny i nienasycony. A wydawać by się mogło, że pożera tylko mnie, podczas gdy popatrz, popatrz… Żona śnieży. Czasami blisko, przeważnie daleko. Ewentualnie porozmawiajmy o szkole, wydatkach, chorobach. Nawet świat wirtualny pustoszeje wokół mnie. A raczej to ja skazuję się na banicję, czy też może raczej swego rodzaju pustelnię. Przykro mi patrzeć na portale, które kiedyś coś wspierały, walczyły o podsycanie jakiejś pasji, teraz jakby się tego wstydziły, jakby nie wypadało się do pewnych rzeczy w towarzystwie przyznawać. Nie chce mi się już wdawać w dyskusje, przekonywać kogoś do czegoś, dzielić się wrażeniami, bo czuję się, jakbym mówił/pisał w próżnię. I mają rację ci wyszydzani, że „People just don’t have the time for music anymore, but no one seem to care„. Kij w to. Czasem tylko przykro się robi, bo zwyczajnie nie ma z kim pogadać.

Frędzel

Ich życia są po prostu ciekawsze. Może dlatego tak łatwo się w nich zatracić. Śledzić z zapartym tchem, odwlekać ważne sprawy, odjąć snu. Bo w mojej codzienności to niby co, że muszę zadzwonić do sprzedawcy a propos młynka do kawy co mieli niechlujnie? Że trzeba coś zrobić z brzęczącą na drugim progu struną G? Że mam dylemat: płyta czy biografia? cotokogotochujatonicto.

Zespół odstawienia

To już dziesiąty dzień. Wieczory należą do samotnych palców i pełnych oczu. Ale tym razem będzie inaczej. Pan lutnik-wybawiciel zadzwonił, pan lutnik-łaskawca dzisiaj ją uwolni. Nie mogę usiedzieć więc wstaję, nie mogę stać więc wychodzę. Jadę po nią. Nie zabieram nawet ze sobą komputera, już go dzisiaj nie włączę, śmieciowym informacjom mówię stanowcze spierdalać. Jadę po nią.