Tam „8” wtedy

Odpisuję jej, że nie wiem jak mam dziękować i że brak mi słów, ale to drugie nie jest prawdą. Słowa wypełniają mnie w sekundę po wczytaniu się pierwszego z trzech zdjęć które mi przesłała. Litery, wyrazy, zdania – jestem przepełniony, pod względem ich ilości przypominam pieprzoną książkę telefoniczną. A każde słowo zamienia się w obraz, a każdy z obrazów roztacza swój własny zapach, a w ślad za zapachem idzie smak, a gdzieś być może przed nimi pojawia się też dotyk. I nie słyszę już tego, co mówi do mnie syn. Coś tam odpowiadam, chyba z sensem, choć język mi się plącze, myli pojęcia, zerwano połączenie na linii mózg-usta, usterka zostanie wyeliminowana w przeciągu dwudziestu czterech godzin. Od wczoraj wpatruję się w te trzy fotki naszego miejsca nad rzeką. Próbuję sobie wyobrazić to, co dzieje się poza kadrem: ją trzymającą telefon, zmieniającą pozycję aby wykonać najlepsze ujęcie, przeglądającą album i wybierającą te najbardziej jej zdaniem udane zdjęcia… Żałuję, że na żadnym z nich nie ma choćby jej odbicia w wodzie, ale z drugiej strony może lepiej abym nie wiedział, jak teraz wygląda. Przecież jest taka jak wtedy, po prostu. Za to samo miejsce nieznacznie się zmieniło, jest trochę zapuszczone, tak jakby w okolicy od dawna nie było już żadnych zakochanych którzy by mogli się o nie zatroszczyć. Nie jestem pewien, ale za tymi nieco smutnymi zaroślami widać chyba drogę do jej domu. Siedziałem i czekałem na nią, spoglądając w tamtą stronę co jakiś czas przez prawe ramię. Wtedy chyba nie zdawałem sobie sprawy z tego, że te chwile w których udawało mi się ją wypatrzyć, będą jednymi z najpiękniejszych w moim życiu. Właśnie tam się zacząłem, choć inne rzeczy się pokończyły.

8

Numer 90

Nie jestem numerem, jestem wolnym człowiekiem, hahaha. Jedynie niekiedy wychodzę z leżącej na podłodze słuchawki telefonu. Opuszczam motel w którym pomieszkuję, przebiegam ulicę w miejscu niedozwolonym. Jeżeli przyjrzysz się niektórym kałużom, to zdążysz złapać odbity obraz moich nóg. Później będziesz miał okazję dostrzec mnie już tylko w szkłach okularów kogoś kto siedzi w ciemnym pokoju przed komputerem. Moje ślady można odnaleźć w wywołanych przeze mnie reaktywacjach mało znaczących zespołów. Spójrz w górę, niebo pokreślone jest przewodami energetycznymi. Czasem chowam się w ich szmerze.

Wieje jaszczurkami

Potrzebuję melodii i treści. Panie Bydliński, z niebaś mi pan spadł. A nieba dziś nie widzę. Wiem tylko tyle, że wieje. Co jakiś czas dobiega mnie mechaniczny hałas, jakiś zgrzyt, tak jakby w pobliżu pracowała wielka maszyna. To dziwne, nie ma tu nigdzie ani placu budowy, ani warsztatu który mógłby generować podobne dźwięki. Blok za niski na to, aby się trząsł.  Ja też się nie trzęsę, przynajmniej jeszcze. Jedynie oszukany wstrząs miał miejsce, taki po którym nic nie zostaje, nawet rumieńce zaraz znikają.

Oor-A

Co poszło nie tak? Ożeniłem się. To tak pół żartem, pół serio, a na poważnie? Co się stało? Ożeniłem się. A porzucając kpiarsko-sarkastyczny ton? Co się podziało gdzieś tam po drodze, że na widok dawnego bardzo bliskiego kolegi (przyjaciele istnieją tylko w literaturze i w kinematografii) karzę żonie nie tylko nie zatrzymywać się, ale też przyspieszyć? Nawet nie doszło do przypadkowego spotkania, a ja i tak przez jakiś czas czułem się nieswojo. Nie dlatego, że go uniknąłem, ale właśnie dlatego, że mogło do niego dojść. Co jest? Ożeniłem się.

Czerwona cyferka

Człowiek Który Nie Lubi Swojej Pracy musiał w ostatnich dniach praktycznie nie spać. Przepraszam – w ostatnich nocach. Musiał nastawiać budzik który wyrywał go ze snu godzinę od zaśnięcia. Musiał być daleko stąd, od swojej samotni wypełnionej ludźmi, a każde opuszczenie jej przyprawia go przecież o atak… może nie paniki, ale życiowego dyskomfortu. Zmęczenie, oddalenie od domu i nerwy wpisane w jego zawód (zawód to dobre i dość szerokie pojęcie) sprawiły, że napisał do tej pierwszej. Być może najprawdziwszej i jedynej. Wielkie słowa. Ale coś musi tłumaczyć fakt, że mimo upływu… dwudziestu prawie lat praktycznie nie było dnia, aby Człowiek Który Nie Lubi Swojej Pracy o niej nie pomyślał choć przez chwilę. Ach, mieć dostęp do wehikułu czasu i spotkać szesnastoletniego siebie, wytłumaczyć, pokierować, pomóc w tym dziwnym okresie przepoczwarzania się. Niestety nie da się tego wymazać, Człowiek Który Nie Lubi Swojej Pracy był straszliwym dziwolągiem, teraz jest tylko trochę dziwny. Odrobinę, na tyle, na ile pozwala mu jego obecna sytuacja życiowa. A więc nie ma innego scenariusza. Raz na jakiś czas napisze on, niekiedy ona. Pozostaje im czekać i drżeć za każdym razem, kiedy przy ikonie chatowej chmurki zaświeca się czerwona cyferka nadchodzącej wiadomości.

Duet sol trio la solo do

Pada. Nie biorę parasola, choć moknąć nie lubię. Przeważa jednak chęć posiadania wolnych rąk i trzymania ich w kieszeniach. Nie chciałem aby mi zmarzły, jednak nic z tego nie wyszło. Woda po kablu spłynęła do jednej z kieszeni, do tej w której zawsze trzymam iPoda i prawą dłoń. Właściwie nie woda, tylko deszcz. A może to już deszczówka? Nie, chyba jednak nie. Wracając zahaczam o bibliotekę. Znowu to lubię. W tej filii na przykład pani bibliotekarka przywitała mnie ładnym dekoltem. To też lubię. Jestem wcześniej w domu, wcześniej niż zwykle, co bardzo cieszy żonę. Czy cieszy cię to, że wróciłem, czy to, że będę miał więcej czasu na sprzątanie? Po chwili zdałem sobie sprawę, że zadałem to pytanie na głos. Wracając do poranka, to chyba jednak lepiej jest mieć ze sobą parasol niż go nie mieć.

Błędnikt

Błogosławiony niech będzie szum w głowie. Taki od strony muzycznej i od błędnikowej. Dwie strony, a źródło to samo. Dwa źródła nawet. Być może powinienem się martwić, niewykluczone nawet, że faktycznie to robię. W końcu coraz częściej zdarza się, że w środku nocy budzi mnie ból głowy zakończony pastelowym wymiotowaniem. Za dnia trochę to blednie. Jakby nic się nie wydarzyło. Wydarzało. Ale się wydarza. I jeszcze nie raz wydarzy. Zapewne. I trochę zabawne. Puste noce. Mechaniczne dnie. Na dnie jeszcze nie. Z wierzchu? Kożuch. Swędzą mnie ręce. Swędzą by coś zrobić. Coś napisać. Coś skomponować. Do kogoś zadzwonić. Kogoś dotknąć. Przecież sięgam. Jesteś tam? Nie chcesz wiedzieć skąd dzwonię. W każdym razie twój głos brzmi cieplej, łagodniej. Te małe membrany głośnikowe w telefonach komórkowych najwyraźniej wygładzają krawędzie. Może tam są jakieś przetworniki analogowo-cyfrowe, nie wiem, nie znam się, a powinienem. Najprawdopodobniej jest tak dlatego, bo mnie interesuje finalny efekt. Zawsze. A więc twój głos brzmi cieplej, łagodniej.