Błogosławiony niech będzie szum w głowie. Taki od strony muzycznej i od błędnikowej. Dwie strony, a źródło to samo. Dwa źródła nawet. Być może powinienem się martwić, niewykluczone nawet, że faktycznie to robię. W końcu coraz częściej zdarza się, że w środku nocy budzi mnie ból głowy zakończony pastelowym wymiotowaniem. Za dnia trochę to blednie. Jakby nic się nie wydarzyło. Wydarzało. Ale się wydarza. I jeszcze nie raz wydarzy. Zapewne. I trochę zabawne. Puste noce. Mechaniczne dnie. Na dnie jeszcze nie. Z wierzchu? Kożuch. Swędzą mnie ręce. Swędzą by coś zrobić. Coś napisać. Coś skomponować. Do kogoś zadzwonić. Kogoś dotknąć. Przecież sięgam. Jesteś tam? Nie chcesz wiedzieć skąd dzwonię. W każdym razie twój głos brzmi cieplej, łagodniej. Te małe membrany głośnikowe w telefonach komórkowych najwyraźniej wygładzają krawędzie. Może tam są jakieś przetworniki analogowo-cyfrowe, nie wiem, nie znam się, a powinienem. Najprawdopodobniej jest tak dlatego, bo mnie interesuje finalny efekt. Zawsze. A więc twój głos brzmi cieplej, łagodniej.