A skoro już jesteśmy przy płytach cd, to kupiłem sobie niedawno reedycję jedynego krążka pewnej lokalnej undergroundowej legendy sprzed dwudziestu lat z hakiem. Kierowałem się wieloma względami, m.in. tym, że w partyzanckich nieco warunkach nagrali wówczas kawał świetnej muzy, trochę sentymentem, a przede wszystkim obudził się we mnie kronikarz, który po prostu musiał się przekonać, czy wznowienie ma taką samą wkładkę jak wydana poprzednio kaseta, gdzie to pod koniec listy podziękowań widniała nazwa pierwszego, założonego na początku liceum zespołu, w którym piszący te słowa udzielał się z niewielkimi sukcesami nawet. Podziękowania odwzorowano dokładnie, co mnie bardzo ucieszyło, a kiedy uważnie ją przeczytałem, nawet zaskoczyło. Bo jak tu nie wierzyć w jakąś karmę, czy też inne przeznaczenie, nie wiem, przenikanie się światów i czasów, skoro kilka linijek wyżej natrafiłem na nazwisko człowieka z którym obecnie jestem powiązany że tak powiem zawodowo?
Miesiąc: Kwiecień 2016
Ciąg dalszy CD.
Uczę się na nowo słuchania muzyki z płyt cd. To jest jednak JEDNAK. Nieporównywalnie silniejsze doznania od bezimiennego Ipoda wpiętego w wejście liniowe wieży stereo. Nie mówiąc już o słuchaniu z youtube’a (brrr…), czy z innych wynalazków typu spotify, o których nawet nie wiem czym do końca są. Oczywiście święty nie jestem, zanim kupię jakąś nowość muszę ją wcześniej jakoś sprawdzić, ale jest to podyktowane po prostu finansami, gdyby było inaczej, kupowałbym w ciemno, jak za starych dobrych kasetowych czasów. Tego dreszczyku podczas premierowego odsłuchu niczym nie da się zastąpić. Na szczęście znalezienie czegoś dla siebie wśród tak zwanych nowości przychodzi mi z coraz większym trudem, za to ceny większości interesujących mnie tytułów w niektórych sklepach spadły nawet do 19 złotych, tak więc nie jest to jakoś szczególnie bolesne dla kieszeni. No i są jeszcze przecież płyty używane… Tak więc znowu kupuję, odbudowuję powoli swoją płytotekę, którą w ostatnich latach trochę uszczupliłem. Żałuję pozbycia się kilku krążków, to były prawdziwe białe kruki których obecna wartość po prostu mnie przerasta, ale trudno. Było – minęło, zapragnąłem na chwilę zostać emerytowaną gwiazdą rocka i pieniądze z ich sprzedaży pozwoliły mi spełnić tę zachciankę. Dzisiaj wraz z synem będę układał płyty w porządku alfabetycznym, zostawiając dwa puste miejsca na te, które mają przyjść do mnie pocztą. I wcale nie przeszkadza mi fakt, że Peter Gabriel wyląduje obok Gorefest.
Przed kropką coś.
Dni nie wiem kiedy. Śpię o wiele za. W pracy wciąż o krok do. Po powrocie do domu zegar nagle przyspiesza, a ja. To już 119 dzień. Za to nie bardzo wiem jak liczyć. Od imienin?
Kenobi
Choć nikt o tym nie wie, to każdy pożąda mojego klucza. Wszyscy. Matki, żony, wdowy, panny, a także ich odpowiedniki płci przeciwnej. Kluczem nie jest ich pęk, ale wisiorek do nich przyczepiony. Medalion pełniący teraz funkcję breloczka. Ale to tylko zasłona dymna, istotne jest jego działanie. Jedyny na świecie w pełni sprawny talizman.
Taśma nr 1.
Diane, przypomnij mi proszę jakie imię nosi Nina. Muszę się też zorientować czy faktycznie brakuje jej jednego palca. Dopiero wtedy ruszę z miejsca.
back door on my back
Coś się stało, coś się stało takiego, że nie zauważasz tylnych drzwi które chodzą za tobą krok w krok. Gdybyś się odwrócił wpadłbyś na nie, choć biorąc pod uwagę twój obecny stan ducha, to raczej bardziej one wpadły by na ciebie. Coś się stało, coś się stało takiego, że ona już nie robi tobie czegoś takiego, czego nie potrafisz wytłumaczyć. To jest chyba najgorsze, teraz wiele potrafisz wytłumaczyć. Ale nic się nie stało, nic się nie stało takiego, że dzisiaj wybrałeś się po płyty. Jak za dawnych czasów. Choć najbardziej chyba tęsknisz za rowerowymi wypadami do księgarni.
Brrrnietak
On nie wie dlaczego znowu to robi. Być może po to, aby mieć o czym pisać. Tyle tylko, że wstydzi się pisać o tym wprost, więc… Po co? Najwyraźniej on lubi ucieczki, każdego rodzaju. Także w metafory. Jeszcze nie jest za późno, jeszcze nie jest za daleko, więc… Brniemy?
Tę tę czę
Widzieliśmy dwie tęcze na niebie, parę dni temu. Niecałe, nie mieściły się w krajobrazie. Jedna wyraźniejsza, mieniąca się wszystkimi barwami, nawet fioletową (zupełnie nie wiem czemu ubzdurało mi się, że fiolet u tęcz to rzadkość). I mógłby to być krzepiący widok, dający nadzieję na przyszłość, ale z jakichś przyczyn nie był. Już wtedy coś czułem (wiedziałem), a oglądane później zdjęcia tylko mnie upewniły w przekonaniu, że dobrze nie będzie. Ze mną. Połknąłem te tęcze, lecz zanim mój żołądek je zwrócił, zdążyły się połączyć w całość. Rzygam teraz tęczowymi obręczami, aż do skwaśnienia oczu.
Przedstępstwo
Wiało, wiało i mnie potargało. Wiatr porwał kawałeczki mnie rozwiewając w ten sposób wszelkie wątpliwości. To co zostało siedzi sobie gdzieś obok, beznamiętnie obserwując. Przyglądam się na przykład zainteresowaniu jakim się cieszą dwie rzeczy które wystawiłem na sprzedaż. Kupiłem je kilka miesięcy temu aby zrobić sobie dobrze, od tamtej pory użyłem ich może raz, aż tyle miałem wolnego czasu. Chyba wchodzę w etap, kiedy lepiej sobie sprawiać pożyteczne prezenty. Płyty nigdy nieprzesłuchane piętrzą się na półce, z plecaka wystaje przeczytana do połowy książka. Bezsens, bezruch, bezwład. I tak sobie myślę, że chyba niedługo wyzeruję licznik. Może ktoś już to przewidział, jakiś Bóg, Los, czy inny Yoda, zsyłając na mnie ponownie to skurwysyńskie zatwardzenie. Zostałem ukarany z wyprzedzeniem.
Uciec jak nie ty
Kierowca busa wydając mi resztę próbuje mnie orżnąć na dziesięć złotych. A może nie próbuje, może jest śpiący, zmęczony, roztargniony, nie wiem, nie chcę oceniać pochopnie. Podobnie, jak nie wiem co w czasie kiedy ja nie mam czasu ze swoim czasem porabiają różni tacy. Bo ja kompletnie nie mając czasu dla siebie paradoksalnie muszę go mieć dla innych, a co najlepsze – znajduję go. Nie wiem, nie chcę oceniać pochopnie. Jeżeli o czas chodzi – minęły trzy miesiące od kiedy uciekłem się do ucieczki od ucieczek. I zaczynam odczuwać tęsknotę. Oczywiście nie zaprzeczę, było to niegodziwe i niemoralne, nie da się ukryć, ale pozwalało ukryć się mi. Znikałem stąd na chwilę. Przed tymi prawdopodobnie nieuczciwymi kierowcami, przed tymi domniemanymi rodzinnymi egoistami. Przed brakiem snu, przed zapatrzonymi w telewizor i w siebie, siorbiącymi przy jedzeniu rodzicami. Przed synem, któremu nie chce się uczyć i wysyła żonie smsem groźby o ucieczce z domu. Przed tym piwem, które wsadziłem sobie wczoraj do lodówki i którego nie miałem siły wieczorem otworzyć. Znikałem na chwilę, nie było mnie. A teraz gdzie ja mam się podziać? Gdzie mogę być inaczej?