Ten pies niedługo zdechnie, lecz to niczego nie zmieni. Żal na niego patrzeć, nie jest niczemu winien. Pies który jest kością niezgody. Przez ponad sześć lat nie mogłem się doprosić, aby coś z nim zrobili, gdzieś znaleźli mu miejsce na tych dwóch hektarach ziemi, żeby nie wchodził do domu, żeby czasem wnuk mógł odwiedzić dziadków, zostać na noc albo i na pół wakacji. Nie dało się. Teraz pies powoli gaśnie, a im się wydaje, że jego śmierć będzie dotknięciem czarodziejskiej różdżki dla tej całej sytuacji. Otóż nie, nie będzie.
Miesiąc: Kwiecień 2016
Wy! Chodzę!
O, teraz też. W mojej kabinie prysznicowej działa tylko pamięć długotrwała. Nie jestem pewien, czy do mycia głowy użyłem szamponu. Chyba tak, ale moje przypuszczenie opieram tylko na tym, że butelka zmieniła swoje położenie. Samego faktu mycia, zapachu, pienienia się – nie kojarzę. Wychodzę. Swoje otoczenie najbardziej lubię przed siódmą rano. Brakuje wtedy tych korpo-tłumów, które na każdym kroku uświadamiają mi, jak bardzo tu nie pasuję. Zupełnie jak ten bankomat wciśnięty pomiędzy wypielęgnowane krzewy. Mijam punkt diagnostyki, wysyłam żonie smsem, że kolejka jeszcze się nie ustawiła. Syn znowu będzie kłuty. Współczuję mu, przed wyjściem próbowałem go trochę podnieść na duchu. I tak jest w lepszej sytuacji ode mnie. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że życie to igły które nieustannie coś od nas pobierają. Tego oczywiście mu nie powiedziałem. Na przejściu dla pieszych, mimo zielonego światła, znowu niewiele brakowało, a dostał bym samochodem.
Refleks prysznicowy
Niekiedy znienacka, pod prysznicem na przykład. Atakuje mnie już nie wspomnienie, a refleksja. Że mając dwadzieścia kilka lat zdarzało mi się wykazywać dojrzałością porównywalną z tą, jaką prezentuje obecnie mój ośmioletni syn.
Nie ma sił tam, gdzie leży sens. I na odwrót.
Sobota, dzień wolny w teorii, jednak budzę się z przyzwyczajenia tuż po szóstej. Cały dom jeszcze śpi. Tak się pisze – „dom”, nie? Nawet jeżeli dom jest tylko mieszkaniem. A więc jestem na nogach przed tym zanim jeszcze cała ta karuzela zacznie się kręcić i właściwie mógłbym zrobić w tym czasie sporo twórczych bądź pożytecznych rzeczy, rzeczy na które nie będę miał czasu w ciągu dnia, co da mi okazje do przeklinania w myślach swojego losu… Mógłbym, ale nie znajduję w sobie sił. Motywacja jakaś jest, odzywają się nawet wyrzuty sumienia, pojawił się nawet dawno niewidziany rozsądek, ale to wszystko za mało. Nie wiem co działa na mnie tak paraliżująco w ostatnim czasie. Podejrzewam zmianę pór roku, kryzys wieku średniego, a także świadomość nadciągania nieuchronnego zapierdolu w mojej tak zwanej pracy. Tak, szczególnie to ostatnie sprawia, że mam ochotę zwinąć się w kłębek z dobrze znaną książką w zasięgu ręki oraz z telefonem w którym mógłbym przeglądać facebookowe profile ludzi z którymi nie widziałem się od lat. Wczoraj byłem u spowiedzi, zostałem też na mszy, żeby nie wyglądało to tak, jakbym przyszedł tylko po pieczątkę na świstku z kancelarii, a także po to, żeby poprosić o jakiś przypływ sił, o wskazanie sensu. Sens niby widzę, trudno od niego uciec na co dzień, posiłki jednak jeszcze nie nadeszły. Już jestem zmęczony, a jak dotąd udało mi się jedynie wypić kawę i wziąć prysznic.
Łącznik
Na raty, za to w odwrotnej kolejności. Druga połowa filmu zimą, pierwsza wiosną. Co łączy te pory roku? Cydr. Jest dobrym łącznikiem. I tak sobie myślę, że co jak co, ale za Winoną Rider skoczyłbym w jakiś ogień. Choć zapewne tylko tak mi się wydaje, być może to tylko tęsknota za jakimś ogniem, którego tak bardzo brakuje w mojej codzienności. Właśnie – jakimś. Sam nie wiem jakim.
Szum proszku
Ilekroć siadam do komputera aby zapisać wszystko to, co rodzi się w mojej głowie w ciągu dnia… O, właśnie. Koniec, puf! Nie da się. Przeszkadza szum proszku. To już prawie ten czas, w którym legginsy obniżają IQ. W którym synowie występują przeciwko ojcom. W którym największym problemem jest nie brak snu, a brak miejsca na spokojne i higieniczne wypróżnienie się. Zatkajmy więc nos (z wyprzedzeniem) i zagrajmy ukradkiem w trzecią część Dooma. To już prawie ten czas, w którym jestem jeszcze bardziej nie na czasie niż zwykle.
Kolor lawy
Zalewa nas lawa, a kolor jej żółty. Lawa jest żółcią. Któryś raz śpiewa o niej w radiu Ciechowski i ma rację. Ma rację też ten ktoś, kto ten utwór nadaje, najwyraźniej odczuwa podobnie. Zalewamy się nią nawzajem, wszyscy, bez wyjątku, starsi, młodsi, kochający się i nienawidzący, bliscy sobie i kompletnie dla siebie obcy. Wylewa się ze mnie, z mojej mamy, z mojej żony. Rozmowy nie są już rozmowami, stały się rozlewnią lawy. Dość, wznoszę tamy. Będę bobrem, trochę się w niej potaplam, ale nie pozwolę jej płynąć dalej.
Kulki
To ja wprawiam w ruch ziemię, to ja napędzam wszechświat. Wystarczy, że podejdę do czyjejś półki z książkami, przekartkuję biografię pierwszego lepszego artysty, a już następnego dnia Trójka bombarduje mnie jego odgrzewanymi przebojami, jednocześnie informując o nadchodzącej trasie koncertowej poprzedzającej wydanie premierowej płyty tego kogoś. To samo moja piwnica. Jak zawsze wita mnie zapachem przypominającym nieco marcepan, więc automatycznie staje mi przed oczami Steve Hogarth, a jeżeli on, to przede wszystkim Niewidzialny Człowiek. Tak więc już wiem czego dziś będę słuchał.
Do ludzi- bram.
Hej, jesteś tam? Zapewne wydaje ci się, że na świecie poza tobą nie ma nikogo, dlaczego więc stoisz z uchem przy ścianie? Masz dłoń zwiniętą w trąbkę, bo jakoś głupio ci iść do kuchni po szklankę czy kubek, widziałeś taką metodę podsłuchu na jakimś filmie, ale wolisz tak nie robić, jakoś źle ci się to kojarzy. Dziś świeci słońce, wiesz? Wystarczy spojrzeć w okno. Czasem dla odmiany warto jest zwrócić uwagę na takie pierdoły, można je nawet opisać, wiesz? Dla odmiany. Dobrze jest przy tym posłuchać czegoś energicznego, napędzającego, czegoś czego słuchałeś zanim świat był lepszy i ładniejszy, zanim poszedł naprzód. Ja właśnie to robię i rozwiązuję pierwszy z węzłów. Jeżeli ci się nie poprawi, jeżeli chociaż się nie postarasz, rozwiążę następny.
Trzemu?
Dlaczego włosy nie mogą zamienić się z problemami?