Tejkonmi

Stoję i słabnę. Podpieram ścianę, zupełnie jakbym nagle znalazł się na szkolnej dyskotece. I tak od grudnia, nie zauważyłem nawet. Trochę zabrało mi dojście do ładu ze swoim układem piśmiennym. A więc stoję i słabnę. Na samą myśl, na związki czynności. Dziś nie znam języka w jakim ludzie się do mnie zwracają. Dziś niedosłyszę i niedowidzę. Chyba też nie dowierzam. Czuję się jak dziecko, którego mierzi poufały ton dorosłego. Tyle, że teraz role się odwróciły, niby, więc jak to? Stoję i słabnę. Nikogo nie poprosiłem do tańca, nawet nie próbowałem. Nie powinienem być zawiedziony, ale trochę jednak jestem. Gdzieś tam w środku czuję przecież, że to mnie ktoś powinien porwać w tany. Zwalam wszystko na ścianę którą podpieram. Musiała mnie wchłonąć, zafortepianić, przybrać moje barwy, przez co niczym nie wyróżniłem się na jej tle, przyćmiła mój blask. Tak więc stoję. I słabnę.

Dodaj komentarz