Man-E-Faces

Gdy byłem mały, zbierałem figurki bohaterów amerykańskiego filmu rysunkowego „He-Man i Władcy Wszechświata”. Mój ojciec, jak wielu innych ojców w tamtych czasach, poleciał do Chicago śnić swój własny american dream. Co jakiś czas przysyłał nam paczki, a w nich oprócz innych rzeczy zawsze było parę zabawek dla mnie. Przyjście paczki było sporym wydarzeniem w naszej rodzinie, a także u sąsiadów, bo w klatce schodowej czteropiętrowego bloku raczej nic nie uchodziło niczyjej uwadze. My tacie wysyłaliśmy zdjęcia i listy, od każdego z nas parę słów. Ja dodatkowo zamieszczałem rysunki figurek które bardzo chciałem mieć. Ojciec zachował te listy, nadal gdzieś je ma. Nie wiem czemu, ale nie chcę ich oglądać. Czasami tata dzwonił do domu. Przez pewien okres czasu jako jedyni w klatce mieliśmy telefon i niekiedy sąsiedzi przychodzili z niego skorzystać. Zawsze zostawiali parę drobnych, których mama nigdy nie chciała przyjąć. Kiedyś tata zadzwonił jak nikogo poza mną nie było w domu. Odebrałem, a on gdy usłyszał mój głos, rozpłakał się. Płakaliśmy więc sobie do słuchawki, ja w smutnej Polsce, on w wesołym Chicago. Ale ja nie o tym, ja o figurce. Jedną z postaci uniwersum He-Mana był Man-E-Faces, człowiek o trzech twarzach: ludzkiej, demonicznej i mechanicznej. Każdą z masek przywdziewał zgodnie ze swoim nastrojem. Chyba każdy z nas tak robi, w każdym razie ja na pewno. Jestem już bardzo zmęczony tymi dwiema najczęstszymi. Chciałbym, aby na zawsze już pozostała tylko ta ludzka.

Dodaj komentarz