Wiesz co? Smucę się. Jest mi smutno. Z wielu powodów. Ale ostatnio pojawiły się nowe. Jednym z nich jest zapach z pokoju mojego ojca. Jakiś taki medyczno-śmiercionośny. Że to już niedługo może być. Nie że kiedyś, tylko niedługo. Drugim powodem jestem ja. Jestem nieciekawy. Nie zainteresuję już nikogo. Nikogo nie zarażę emocjami które mną sporadycznie targają. Kogo mogę zajawić tym utworem, no kogo? Właśnie opuściłem pokój moich znajomych z pracy. Nie potrafię… Te dziewczyny są dwadzieścia lat młodsze ode mnie. Co ja niby mam tam z nimi robić? O czym rozmawiać? One starają się wyglądać na starsze niż są w istocie, moi koledzy próbują udawać młodszych… To jakieś szaleństwo. To ja już wolę swoje własne odchyły. Uciekam jak najdalej od nich. Od siebie samego też. Ale może właśnie należałoby do siebie wrócić? Wrócić żeby się nie smucić?