Spuuuuuuuczil

Wiesz… Wiesz? Bo ja nie wiem. Ale jednego jestem pewien: działam. Gdy człowiek jest w ruchu, to przynajmniej mózg nie tańczy. Odnajduję ostatnio przyjemność w mojej znienawidzonej pracy. Wystarczyło raz i drugi pojechać na gościnne występy z zaprzyjaźnioną firmą i można pokochać tątętamtętoto branżę na nowo. Dziś na przykład wyłapywałem szczęśliwe twarze z tłumu. Od dawna tego nie robiłem. W jakiś głupi sposób widok zadowolonych ludzi dodaje sił, odświeża. Zaczynasz myśleć, że to co robisz ma sens. Podczas tego dzisiejszego wyłapywania zakochałem się na przykład. Chyba pierwszy raz w życiu w kobiecie z kręconymi włosami. O kręconych włosach. Okręconych. Okręt onych. Jak okręt pod wzdętymi żaglyma. Zmierzam do tego, że nie jestem pewien, czy to była kobieta. Nie chodzi o pełnoletniość. Sam nie wiem za bardzo, o co mi chodzi. Chyba o to, że jestem w takim wieku, wkraczam w taki etap, że nawet dwudziestolatki wydają mi się dziećmi i nie jestem pewien, czy wypada mi podziwiać tak młode dziewczyny/kobiety(?). Ej no, ale ja nie podziwiałem, ja się po prostu zakochałem na chwilę. A tak poważnie, choć zupełnie nie na serio, to po pracy piłem wódkę spontanicznie, chyba pierwszy raz od… Teraz wszystko to, za czym tęsknię, czego mi na co dzień brakuje, jawi mi się jak wspomnienia z innej epoki, ogniska w sepii normalnie, a potem ja na plaży w meloniku i kostiumie kąpielowym w pasy, zakrywającym więcej ciała niż obecne codzienne kreacje letnie. O czym to ja… Aha, że wódka. A teraz piwo. To wszystko się oliwi. Olivii. Dunham. Co mi przypomniało, że jestem zakochany, ale jeszcze w kimś innym. Ale o tym inną razą.

Ziarno się rozpuszcza

Tuż po dodaniu poprzedniego wpisu zainstalował się smutek. Taki, że tylko wpatrywać się tępo w okno. W, a nie przez. Taki, że tylko zamrzeć w półkroku w drodze do lodówki. Taki, że otworzyć i zastanawiać się, czy wypić. Smutek, bo… Te parę niejasnych i lakonicznych zdań nie są w stanie oddać emocji które mną targają, gdy myślę o swoim dzieciństwie z ojcem, a jakby bez niego. Gdy próbuję analizować jego podejście do choroby mojego syna i wszystkiego, co jest z nią związane. Gdy uświadamiam sobie, jak ten człowiek przez całe życie traktował ludzi, także mu bliskich, z moją mamą na czele. I mimo, że nigdy nie łamię sobie tym głowy zbyt długo (bądź tu mądry…), smutek pozostaje. Łyk.

A teraz wrzucam to, bo jutro na pewno nie zdążę. A bardzo bym chciał, aby mój jutrzejszy dzień był właśnie taki, jak ta płyta: spokojny, niespieszny, ciepły… Niestety taki nie będzie.

Dadi

Potrafię jakoś dogadać się z ojcem w kwestiach zawodowych (głównie dlatego, że jestem skłonny do kompromisów i sporo mogę pomieścić w dupie), za to cała reszta leży i kwiczy. I inaczej już chyba nie będzie. Mierżą mnie jego czyny i słowa, cały on mnie mierzi. A wiesz, że wystarczyłoby po prostu te kilka lat temu zabronić wchodzić psu do domu? Wtedy na prawdę WSZYSTKO wyglądałoby inaczej.

Rexall

Wysoka odporność na niewiadomoco. Syn łuska bób, nie ma z nami Boba. Przed rzeczywistością chroni mnie/nas zagwózdka: jak upchać wszystkie te płyty których nie mam kiedy posłuchać do 4gigowego leciwego Ipoda? Wysoka odporność na środki usypiające, po prostu zasypiam zanim zdążę o nich pomyśleć. Nie do pomyślenia kiedyś by było. Średnia odporność na jeszcze jedną żonę. Niska odporność na hotelowe pokoje. Tak więc…

Klucz od kabiny

Niechciane elementy dnia można z siebie spłukać piwem. A więc wczoraj mój syn nie był niegrzeczny, w tramwaju zapach jednego pana nie zgwałcił mnie od środka, kolega z pracy miał dobry humor i nie miał kaca czy innego zejścia z proszku, a w nocy wcale niemalże nie zgubiłem plecaka, w którym nie było kurtki przeciwdeszczowej, laptopa, Ipoda, książki z biblioteki i dopiero co kupionych trzech płyt. Za to przyjemnie zgubiłem się wieczorową porą w trendy-dzielnicy. Nie polubię za cholerę, nigdy nie zrozumiem jaką można czerpać przyjemność z przesiadywania w knajpianych ogródkach na środku chodnika, tak że można odłożyć pusty kufel na maskę czyjegoś samochodu… Niemniej podobało mi się to chwilowe pobłądzenie. Byłem tak bardzo nie stamtąd, tak doskonale przejściowy, idealnie nikomu nie zapadłem w pamięć, duch, zjawa, widmo, nic tylko kraść modne miejskie rowery.

Zaznacz mnie, a potem kliknij prawym przyciskiem myszy miejsce w które chcesz mnie wysłać

Odmierzam czas odrastającymi paznokciami i wyczerpującą się baterią telefonu. Właściwie nic się nie dzieje, dlatego tak bardzo brakuje mi czasu. Kiedyś na spokojnie spiszę wszystko to, co mnie gryzie, jednak dzisiaj może mnie to ugryźć. Po moim niebie od pewnego czasu nieprzerwanie lata jakiś helikopter, przez co przy trzydziestostopniowych upałach zamykam okna. A pod nimi coraz częściej przejeżdżają śmieciarki.