„żyć”

Im bardziej dociera do mnie, że ona nie pojawi się niezauważenie, tym mocniej wbijam kolana w fotel osoby siedzącej przede mną. Boli, gdy serce wyrywa się gdzieś, nie wiadomo gdzie.  Serca mają skrzydła, zupełnie jak w starej grze Trojan z automatów. Uwaga, przelatuje, złap sobie „życie”, bo masz mało. Salony gier zniknęły z ulic, za to pojawili się rowerzyści i biegacze. W nadmiarze. Gdy wracałem dziś do domu co chwilę mijał mnie rozpędzony jednoślad, albo spocony i dyszący człowiek. Wygląda to tak, jakby wszyscy się dokądś bardzo spieszyli, aż się źle od tego poczułem. Pośpiech może i pozorny, ale wprowadza jakąś nerwowość. 

Latarnia górska

Nie zapalaj jej, niech cię nie dosięgną. Uciekł mi właśnie ostatni parowóz do Mszany Dolnej. I co teraz? Nie ma jeszcze takiej technologii, która dostarczyłaby mnie na miejsce, za to bus co najwyżej przeniósłby mnie w czasie. I znowu bym tylko leżał i palił, pachniał ogniskiem i sobą, ale tym dużo młodszym, przyjemniejszym zapachem… Nie miałbym nawet krótkich bojówek, a jeżeli bym je miał, to mówiłbym bym bym bymbym na nie „szturmówki”. Tak więc ucięte dzinsy. Jeansy. Na dżin z tonikiem dopiero przyjdzie czas. Przyjdzie czas – kurwa, jak to pięknie brzmi. Kraciaste koszule, a od święta t-shirty z okładkami płyt ulubionych zespołów naciągnięte na białą bluzę z długim rękawem. napisaćnienapisaćnapisaćnienapi Czytam na głos to co piszę kursywą, nie wiedzieć czemu moduluję wtedy głos na podobieństwo kaczora Donalda skrzyżowanego z jakimś androidem. Nie trafię do domu, ani dzisiaj, ani już nigdy. Jestem porozpierdalany po całej tej krainie. Nie znam łącznika, nie wiem co mogłoby mnie by by byby mogło by pozbierać do kupy, skleić. Bum!

police line do not cross

Pierwszy września zacznie się wczoraj. Wtedy umysł pójdzie do szkoły. Pod żadnym pozorem nie patrz w dół, spoglądaj tylko w górę. Liście są ciekawsze od ludzi. To jedyny sposób na przerwanie energetycznego połączenia pomiędzy twoimi grzechami a czyimś kręgosłupem. Powstanie co prawda jakaś dziura, ale zaklei się ją policyjną taśmą, zaleje woskiem, narysuje pentagram, przybije czarnego koguta.

Kolano

Miało to wyglądać zupełnie inaczej, niestety nic nie poradzę, ale jestem kolanem wystającym z jeansów. Materiał obiera mnie z życia. Rozumiem wiele, ale zaraz zapominam. Nie trafiam w literki, nie odnajduję odpowiednich słów. Mój język ma ogon i wąsy, moja gęba jest żarzącym się cygarem. Nigdy tego dymu, nigdy tych świec. Swędzi mnie ucho, swędzi mnie, żeby tego wszystkiego wysłuchać.

Płanie

Jedną z niewielu prac domowych które trochę mnie bolą jest wieszanie prania. Żeby chociaż rozwieszać je na sznurkach, ale z drugiej strony te wydymające się na wietrze prześcieradła… Za duże ryzyko występowania brzydko uśmiechających się klownów. Najlepiej to wszystko rozkropelkować.

Klub frajerów

To! Co rano! Za wszelką cenę!

Choć niestety nie zawsze się tak da. Dlatego czasem w ramach pracy wbrew wyrzutom sumienia wyrywam sobie serce i rzucam je w kierunku dzieciaków szwędających się w pobliżu stacji benzynowej. Ochłap odbija się od roweru jednego z nich, rykoszetem dostaje się budce telefonicznej, następnie serce znika gdzieś w liściach łopianu. Zapach surowego mięsa zastępuje wkrótce wszędobylska woń rzeki. W krwawy ślad na szybie uderza po jakimś czasie piorun. Tego się nie da zrobić z domu, bo niby kiedy? Jedynie nocą, ale noc służy do nasłuchiwania.

Znak

Jeżeli lista twoich domowych obowiązków na ten dzień ma tyle punktów, że niektórym wykonanie ich zajęłoby kilka dni, to znak. Jeżeli na spacerze mówisz synowi, że aby magia zadziałała oczy muszą być zamknięte, to oznacza. Jeżeli dzisiaj znowu nie znajdziesz czasu na wymianę strun, będzie to znaczyło. Że urlop już się skończył.