Druga kawa na czczo jest moim szampanem zwycięstwa. Tylko nad kim? A może pojednania? Tylko z kim? Mam wrażenie, że większość wojen w swoim życiu prowadziłem sam ze sobą. Bez związku w sumie, bez związków, z nimi…
…szszszszszszszsz…
…powinienem mieszkać w małym miasteczku. Powinienem siedzieć gdzieś teraz w krzakach nad rzeką. Z plecaka wyjąłbym wiśniówkę i poczęstowałbym nią brunetkę, która siedziałaby obok mnie. Brunetki są łagodniejsze i bardziej uczuciowe, przynajmniej coś mi tak mówi. Pociągałbym większe łyki, więc upiłbym się trochę bardziej od niej. Kątem oka przyglądałbym się żółtym postaciom przemykającym pomiędzy drzewami. A z uszu nie wychodziłyby mi umysłowe ślimaki.