Im bardziej dociera do mnie, że ona nie pojawi się niezauważenie, tym mocniej wbijam kolana w fotel osoby siedzącej przede mną. Boli, gdy serce wyrywa się gdzieś, nie wiadomo gdzie. Serca mają skrzydła, zupełnie jak w starej grze Trojan z automatów. Uwaga, przelatuje, złap sobie „życie”, bo masz mało. Salony gier zniknęły z ulic, za to pojawili się rowerzyści i biegacze. W nadmiarze. Gdy wracałem dziś do domu co chwilę mijał mnie rozpędzony jednoślad, albo spocony i dyszący człowiek. Wygląda to tak, jakby wszyscy się dokądś bardzo spieszyli, aż się źle od tego poczułem. Pośpiech może i pozorny, ale wprowadza jakąś nerwowość.