Nie wiem, czy przebrniesz przez to wszystko…
Podstawowa sprawa, to wyłączenie myślenia. Niekiedy się to udaje, zwłaszcza w busach, gdy uszy bombardowane są dysonansami, wtedy oczy mają urlop. Z reguły. Bo jednak dyktafon w sercu pracuje przez cały czas, a ja przez cały czas pracuję nad tym, jak go wyłączyć. Niekiedy się to udaje. Wracając do mnie, to od lat się rozpadam. Kiedy więc spadnie deszcz? Rozsypuję się i niedługo nie będzie co zbierać. Dotarło to do mnie tak ze stuprocentową pewnością raptem kilka dni temu. Potrzebuję pomocy. Potrzebuję uśmiechu najbliższych, tymczasem życie się układa w ten sposób, że to ja ten uśmiech próbuję wywoływać. Zaczyna mi brakować sił. Chciałbym o tym porozmawiać, ale to nie jest odpowiedni moment. To nie jest odpowiednie moment, kurwa, jak to brzmi, na prawdę ja to napisałem? Tak jest. Co więc pozostaje? Pławienie się i nurzanie. A nuż a nie? W moich wspomnieniach co prawda nie ma noża, ale zdarzały się sytuacje takie jak ta: szemrane towarzystwo, ponętna kobieta i wlewanie w siebie czegoś dziwnego z równie dziwnych flakoników. Bywało jeszcze dziwniej, ale nóż się nigdy nie pojawił. Co prawda A. twierdzi, że raz przystawiono mu go do bebechów, wtedy gdy kupował trefne LSD, ale kto go tam wie?