podskórnie

Nie wiem, czy przebrniesz przez to wszystko…

Podstawowa sprawa, to wyłączenie myślenia. Niekiedy się to udaje, zwłaszcza w busach, gdy uszy bombardowane są dysonansami, wtedy oczy mają urlop. Z reguły. Bo jednak dyktafon w sercu pracuje przez cały czas, a ja przez cały czas pracuję nad tym, jak go wyłączyć. Niekiedy się to udaje. Wracając do mnie, to od lat się rozpadam. Kiedy więc spadnie deszcz? Rozsypuję się i niedługo nie będzie co zbierać. Dotarło to do mnie tak ze stuprocentową pewnością raptem kilka dni temu. Potrzebuję pomocy. Potrzebuję uśmiechu najbliższych, tymczasem życie się układa w ten sposób, że to ja ten uśmiech próbuję wywoływać. Zaczyna mi brakować sił. Chciałbym o tym porozmawiać, ale to nie jest odpowiedni moment. To nie jest odpowiednie moment, kurwa, jak to brzmi, na prawdę ja to napisałem? Tak jest. Co więc pozostaje? Pławienie się i nurzanie. A nuż a nie? W moich wspomnieniach co prawda nie ma noża, ale zdarzały się sytuacje takie jak ta: szemrane towarzystwo, ponętna kobieta i wlewanie w siebie czegoś dziwnego z równie dziwnych flakoników. Bywało jeszcze dziwniej, ale nóż się nigdy nie pojawił. Co prawda A. twierdzi, że raz przystawiono mu go do bebechów, wtedy gdy kupował trefne LSD, ale kto go tam wie?

dwivesgłbia

Nie czas na depresję, gdy dziecko szkołę zmienić musi. Tylko co zrobić, skoro to taki czas właśnie? Teraz felietony Beksińskiego smakują najlepiej. Teraz chce się obijać o ściany, wpatrywać w żarówki i nie pracować. Palce same wplątują się w klamki, oczy nie mogą się nadziwić idiotom.

ZYY

czasu na to wszystko nie starcz a/y

co z głowy przepełnionej się wy

leje sypie prószy

w czterech ścianach uwięziony leszy

co samolotem nie poleciał nigdy

i do swego miasta nikt mu nie wręczy kluczy

le szyszy

Dzień w którym wszystka strącam i w którym nie wiem co robię. Ściągnąłem pokrowce z siedzisk krzeseł, po czym założyłem je jeszcze raz. Te, które miałem założyć, leżały sobie w tym czasie spokojnie obok mnie. A nienawidzę tego robić. Nie boli mnie większość prac domowych, ale zmieniania tych pokrowców po prostu nie znoszę. Jakimś cudem są zawsze za małe i nie chcą się równo nałożyć. Podgrzewałem synowi obiad. I sobie też przy okazji. Gołąbki – nasze i jego. Wyciągnąłem obydwa gary z lodówki, po czym podgrzałem, najpierw jemu. Podałem do stołu, zawołałem syna, odwróciłem się do kuchenki i… nie wiedziałem już które wziąłem na pierwszy ogień. Nie wiedziałem też, czym miały się różnić. Teraz już wiem: nasze były bez ryżu. Zjadłem więc to, co pogrzałem, bo ja nie ląduję w szpitalu po zjedzeniu jadalnych rzeczy, a jego poszły w drugiej kolejce. To wszystko dlatego, że wczoraj było wczoraj. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby do dzieci dodawano instrukcję obsługi obejmującą zakres od 0 do 18 lat. Człowiek byłby spokojniejszy, bo może udałoby mu się jakoś przygotować na to ciągłe przenikanie się zniecierpliwienia i wyrzutów sumienia.

Tymczasem dla poprawy nastroju wakacyjny przebój:

siup

Dni upływają pod hasłem „albo demolujesz hotele, albo sklejasz modele”. Jest twór. Szkoda, że noc tak szybko odcina dopływ przytomności. Znalazłem dźwięk, dwa, te odpowiednie, prawie. Za dnia zmuszam się do rozmów na tematy, które powinny mnie bardzo obchodzić. I faktycznie obchodzą mnie szerokim łukiem i znikają gdzieś, gdzieś, hen, daleko, w oddali, w siną dal, hop hooop…

!tO

już dawno nie zmarzłem to dzisiaj już dawno nie wyszedł mi bolesny pryszcz na głowie to dzisiaj już dawno już dawno nie jadłem niczego z grilla to dzisiaj z pewnością jest jeszcze coś co dawno mnie nie spotkało to dzisiaj może piwo w pracy? to dzisiaj może?

ciem

Zabiłem dziś motyla. Nie mogłem otworzyć okna i czekać, aż wyleci, bo okno było już otwarte. Nie mogłem go złapać i wypuścić, bo brzydzę się wszystkiego co lata. Zabiłem go, ponieważ przez ponad trzydzieści lat byłem punktualny i dotrzymywałem słowa. Jeżeli ktoś mnie prosił o przysługę, to mógł na mnie liczyć, a ja nigdy niczego nie żądałem w zamian. Nie zliczę tego, ile razy ktoś mnie wystawił do wiatru mimo różnych wcześniejszych ustaleń i zapewnień, ile razy bezskutecznie na kogoś czekałem, ile razy przez czyjąś beztroskę mój dzień wywracał się do góry nogami. Dzisiaj nawet specjalnie nie byłem zaskoczony. Ot, kolejny raz. Zresztą coś czułem, że tak to będzie wyglądało. Dopiero widok tego motyla wywalił mi bezpieczniki.

Czyś.

Dzień dobry brązowy proszku. Dzień dobry mgło i ranny chłodowieczorze. Dzień dobry wewnątrzgłowne nuty. Dzień dobry korkociągna spiralo od której jest ani lepiej, ani gorzej, ale przynajmniej jest. Dzień dobry.