Zabiłem dziś motyla. Nie mogłem otworzyć okna i czekać, aż wyleci, bo okno było już otwarte. Nie mogłem go złapać i wypuścić, bo brzydzę się wszystkiego co lata. Zabiłem go, ponieważ przez ponad trzydzieści lat byłem punktualny i dotrzymywałem słowa. Jeżeli ktoś mnie prosił o przysługę, to mógł na mnie liczyć, a ja nigdy niczego nie żądałem w zamian. Nie zliczę tego, ile razy ktoś mnie wystawił do wiatru mimo różnych wcześniejszych ustaleń i zapewnień, ile razy bezskutecznie na kogoś czekałem, ile razy przez czyjąś beztroskę mój dzień wywracał się do góry nogami. Dzisiaj nawet specjalnie nie byłem zaskoczony. Ot, kolejny raz. Zresztą coś czułem, że tak to będzie wyglądało. Dopiero widok tego motyla wywalił mi bezpieczniki.