przeżyć śmierć

Choć trudno w to uwierzyć, to się jednak dzieje. Ciężko o tym pisać, zwłaszcza że się jeszcze nie stało. Póki co wiem jedno: przez całe życie wydawało mi się, że będę na to w jakiś sposób mniej czuły, niestety tak nie jest. Chyba najbardziej przygnębia mnie nie to co jest i będzie, tylko to, co mogło być, a nie było.

Cóż, jak zwykle w swoim stylu piszę tak, żeby ktoś przypadkowy nie wiedział o co mi chodzi. Tak lubię, nie bardzo potrafię inaczej. Inaczej musiałbym napisać „no, kurde, tata mi umiera”. Koniec, kropka. Jak to rozwinąć, co tu jeszcze można dodać i po co?

Myślę, że mimo wszystko rozwinę ten temat. Pustkę, którą na początku miałem w głowie, powoli wypełniają obrazy, wspomnienia. Coś chyba będę chciał utrwalić, jakoś przeżyć tę śmierć.

Czerwone stopnie

Po trzech czerwonych stopniach zbiegam na platformę z której jeździ sto sześćdziesiąt siedem wind. Żadna z nich nie jedzie na czwarte piętro, na które muszę się dostać. Mimo wszystko wsiadam do pierwszej lepszej i naciskam przycisk z numerem 4. Wysiadam na dziewiątym, postanawiam zejść po schodach. Docieram na miejsce, tam sceny jak z filmów. Trzymanie za rękę, zaopiekuj się mamą, maszyna która robi bip. Przechodząc korytarzem czuję się jak śmierć. Tak jakbym swoją obecnością wykradał tym wszystkim leżącym pozostałe im chwile. Zejście do parteru. Tu. Mechanizm obronny ten sam co zwykle, chory, zwichrowany, ale jakoś na chwilę pozwalający stanąć z boku. Jak zwykle mam świadomość, że tak długo nie można, dlatego po trzech czerwonych stopniach zbiegam na platformę, z której jeździ sto sześćdziesiąt siedem wind…

Cth

Rdza w żyłach, dupa w głowie. Jestem stary, spójrzmy prawdzie w oczy. Otaczają mnie młodzi ludzie. Zewsząd. Z boku, z góry… I nie podoba mi się to. Nie podobają mi się ich odgłosy, przypominają mi o tym, że oni pobędą trochę dłużej ode mnie. To już ten moment? Należy znaleźć jakąś plażę i wyglądać nieuniknionego?

rurza

Odpierdolcie się wszyscy od mojej róży! Co tak wytrzeszczacie gały? Faceta z kwiatkiem nie widzieliście?! Aha, rozumiem, że jak niby niesie ten kwiatek do domu, to najprawdopodobniej nawywijał coś wcześniej i to tak na przeprosiny. Albo w myślach przeglądacie teraz kalendarz zastanawiając się: dzieńkobietmatkibabciurodzinyimieniny… To mój kwiat, poza tym i tak nie działa. Miało być zupełnie inaczej. Kwiaty to nie różdżki, ten przynajmniej na pewno nią nie jest. Przyglądam mu się uważnie i zastanawiam się, czy to aby nie pióro flaminga. Takie tam rozkminy wesołego romka. Co przypomniało mi o tym, że wesołe romki najczęściej smutno kończą.

marazmstop

Nie dam się i nagnę rzeczywistość pod swoje dyktando. Będę czerpał siły z tego, co innych nadwrażliwców przygniatało. Nie będę taki jak oni, przynajmniej tak długo, jak długo będę czuł, że coś we mnie siedzi i że to coś chce się wyrwać na zewnątrz, bo to coś niesie ze sobą jakąś wartość, może ulotną, ale jednak. I pal licho, że uśmiech na mej twarzy wywołała wiadomość o włamaniu do samochodu mojego kolegi z pracy. Nie, nie życzę mu źle, choć za nim nie przepadam, po prostu ucieszyłem się, bo trafiła się sposobność bycia tu samemu, dzięki temu mogłem coś dokończyć, coś innego rozpocząć, przemyśleć to i owo. Nie wiem, czy ku czemu zmierza, ale będzie.

Wielkie płyty

Chuj z pszczołami, pakować się trzeba będzie jak tylko zabraknie wiewiórek. Ale co mogę o tym wiedzieć ja, kawałek tynku pokrywającego ściany bloku z wielkiej płyty. Obserwowałem jak zmienia się świat. Zaczęło się od samochodów, jakoś tak nagle zabrakło dla nich miejsca na parkingu. Stopniowo pustoszały place zabaw. Gdzieś ulotniła się muzyka, w jej miejsce pojawiły się odgłosy remontów. Odchodzili ci najlepsi, ci na prawdę najwięksi. Jakoś nikomu nie udało się ich do tej pory zastąpić. Miłość została wyparta przez biologię. Nie wiem, czy jeszcze chcę tu być. Właściwie służę tylko do łapania śliny, zblazowana młodzież pluje na mnie przez uchylone okna. Może zawieje wiatr i oderwie kawałek mnie.

Sala „A”

Stres bierze ode mnie bilet i wskazuje moje miejsce, zmęczenie przygasza światła. Rozpoczyna się seans, projekcja specjalna, tylko dla mnie. Inne miasto, mniejsze. Jestem szczęśliwy. Padają opisane wcześniej słowa. Pada ich trochę więcej, ale niewiele, twórcy filmu zapamiętali ją jako małomówną osobę. Mniejsze miasto, mniejsze mieszkanie, mniejsze wydatki, mniejsze problemy. Tylko przejazdy kolejowe takie jak wszędzie. I tak jak wszędzie mogące w każdej chwili zakończyć to, co mogłoby się stać. To ja prowadziłbym ten samochód, byłbym spokojny. Może nawet zdążyłbym wypowiedzieć jakieś ostatnie słowa. Tylko nie wiem jakie.