Choć trudno w to uwierzyć, to się jednak dzieje. Ciężko o tym pisać, zwłaszcza że się jeszcze nie stało. Póki co wiem jedno: przez całe życie wydawało mi się, że będę na to w jakiś sposób mniej czuły, niestety tak nie jest. Chyba najbardziej przygnębia mnie nie to co jest i będzie, tylko to, co mogło być, a nie było.
Cóż, jak zwykle w swoim stylu piszę tak, żeby ktoś przypadkowy nie wiedział o co mi chodzi. Tak lubię, nie bardzo potrafię inaczej. Inaczej musiałbym napisać „no, kurde, tata mi umiera”. Koniec, kropka. Jak to rozwinąć, co tu jeszcze można dodać i po co?
Myślę, że mimo wszystko rozwinę ten temat. Pustkę, którą na początku miałem w głowie, powoli wypełniają obrazy, wspomnienia. Coś chyba będę chciał utrwalić, jakoś przeżyć tę śmierć.