Czerwone stopnie

Po trzech czerwonych stopniach zbiegam na platformę z której jeździ sto sześćdziesiąt siedem wind. Żadna z nich nie jedzie na czwarte piętro, na które muszę się dostać. Mimo wszystko wsiadam do pierwszej lepszej i naciskam przycisk z numerem 4. Wysiadam na dziewiątym, postanawiam zejść po schodach. Docieram na miejsce, tam sceny jak z filmów. Trzymanie za rękę, zaopiekuj się mamą, maszyna która robi bip. Przechodząc korytarzem czuję się jak śmierć. Tak jakbym swoją obecnością wykradał tym wszystkim leżącym pozostałe im chwile. Zejście do parteru. Tu. Mechanizm obronny ten sam co zwykle, chory, zwichrowany, ale jakoś na chwilę pozwalający stanąć z boku. Jak zwykle mam świadomość, że tak długo nie można, dlatego po trzech czerwonych stopniach zbiegam na platformę, z której jeździ sto sześćdziesiąt siedem wind…

Dodaj komentarz