Zdjęcie – jako fotka i zdejmowanie czegoś.
Diane, wiesz co jest w tym momencie najlepsze? To, że odnosząc ten odkurzacz na swoje miejsce zahaczę o półkę z alkoholem. Nalewka robiona przez tatę, jakżeż adekwatnie… W niczym nie pomoże, ale jest smaczna i jak każdy alkohol wygładza krawędzie rzeczywistości.
Jest takie zdjęcie… Inaczej. Ani ja, ani ojciec najwyraźniej nie przepadamy/liśmy za uwiecznianiem nas na fotografii. Ale jest taka jedna fotka, na której jesteśmy razem, ja mam jakieś 17 lat, zalążek długich włosów, koszulka Death „Individual Thought Patterns” (jedna z TYCH płyt!), tata leży na leżaku, bo na leżaku raczej bardziej się leży niż siedzi, ma czymś zajęte ręce, niestety trudno mi ocenić czym, nie patrzy w obiektyw, w przeciwieństwie do mnie, na tym zdjęciu jest jeszcze moja bratanica i jakaś dziewczynka, zdjęcie zrobione podczas wakacji w lepszych latach 90tych, uśmiechają się tylko dziewczyny, nie ja i nie tata… Trudno o dokładniejsze zobrazowanie naszych wzajemnych stosunków, o zilustrowanie naszych osobowości. Ale jesteśmy tam, razem. Byliśmy.
Utwór nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Po prostu jest przeszywający.