Liście podążają mym tropem. I jeden taki kruk, czy gawron, czy inna sraka nevermore. Znalazłem dziś na chodniku siedemdziesiąt złotych. Podniosłem je prawie nie zwalniając kroku. Rozglądnąłem się tylko, czy nie kręci się w pobliżu ktoś sprawiający wrażenie, jakby właśnie przed chwilą coś zgubił. Ale nie. Tak więc uśmiech losu, albo jego ironia. Uczciłem ten fakt wymianą jednego ze znalezionych banknotów na mleko do kawy, hummus z oliwkami i siemię lniane. Do paczki chipsów (ziemniaki z aksamitnym sosem) którą zjadłem ukradkiem w piwnicy nigdy się nie przyznam.