Dyktafon

Diane, ludzie mówią, że był jakiś super księżyc. To super. Nikt nie mówi o piątku. Czy już był? Wszystko wskazuje na to, że była to środa lub wtorek. Bardziej to drugie. Dzień, w którym dwa razy musiałem upewnić się w telefonicznym kalendarzu który obecnie mamy rok. Na prawdę lub naprawdę nie byłem pewien. Ale przecież piątek dopiero nadejdzie, a wraz z nim nowy wymiar obłędu. Bo czyż normalnym jest planowanie zjedzenia paczki czipsów i oglądnięcia jakiegoś filmu z takim wyprzedzeniem? Tak, przyznaję się, jedzenie świństw poprawia mi humor. A że nie mogę się nimi faszerować oficjalnie w tym bezglutenowym domu, to robię to najczęściej w tej mojej – z braku lepszego określenia – pracy. „Praca” – dobre sobie. Doszło mi pierdyliard obowiązków, tylko cel jakiś taki mglisty, żeby nie rzec bezcelowy. Czuję się trochę jakbym był na strzelnicy z bronią naładowaną ślepakami. Dobrze, że jest Gaiman, trochę ratuje sytuację, odrywa.

Dodaj komentarz