Do czego to doszło… Aby mój syn nie sięgał ukradkiem po jedzenie którego jeść nie może, zmuszony zostałem udawać cukrzyka. Od dzisiaj oficjalnie jestem „uczulony na cukier”, każda próba posłodzenia kawy, czy zjedzenia słodyczy może zakończyć się w szpitalu, gdzie czekać mnie będzie skomplikowana operacja. Mądre jest to życie?
Miesiąc: Grudzień 2016
Porannie normalnie
Kończy się rok, w którym pobiłem wszelkie rekordy głupoty. Zmarł Bowie, księżniczka Leia i mój ojciec. Sprawiłem sobie pierwszą w życiu siedmiostrunową gitarę. Zacząłem nadużywać alkoholu i mniej czytać. Ale kończy się, na szczęście. Odtąd chcę być po prostu normalny. Uczy o tym ostatnia studyjna płyta Becka. Twin Peaks przestrzega przed drugą stroną. Czytając „Sekrety…” równocześnie oglądam serial, dwudziesty siódmy raz w życiu. Jest tam co najmniej pięć pięknych kobiet i zastanawiam się, którą z nich kocham bardziej?
rabarbar
wczoraj wiatr hulał
w głowie i w pustych butelkach
dzisiaj nie wieje
nie to że nie nie
Bob się rodzi
Diane…

…przecież ja o tym piszę od urodzenia.
A o tym słyszę:
W czasach, kiedy muzyki nie można było sobie ściągnąć z internetu, mój kolega otrzymał tę płytę na gwiazdkę. Mimo, że jakiś czas później kupiłem sobie czteropłytowy box z wszystkimi ProjeKctami, tej akurat nie można już było dostać, czego bardzo mu zazdrościłem. Pamiętam, że przegrałem ją sobie na najlepszą kasetę jaką miałem, chromową czy metalową, na cdr trzeba było jeszcze trochę poczekać. To jedno z moich świątecznych skojarzeń. Ciekawe, czy za paręnaście lat na słowo „gwiazdka” mój umysł zareaguje projekcją zawartości książki którą dziś znalazłem pod choinką? Pewnie nie. A może będę ją kojarzył z dzisiejszym pustym nakryciem, pozostawionym dla Wielkiego Nieobecnego? Pewnie też nie. To z czym?
Powiedziano
„Lepisz ścianę głową”.
Palisandra
Raz się śpi godzinę, raz dziesięć. Tak czy inaczej wszystko dookoła generuje bulgotanie mózgu. Prowadzi to do tego, że z głowy wyrastają macki. Z cycków się wyrasta. Noce bywają nieprzespane, za to poranki ciemne. Podchodzę do spoconego okna. Zewnętrze się trzęsie przykryte śniegiem, którego nie będzie. Istnieje potrzeba nieistniejącego. Z pewną dozą zaskoczenia zauważam, że myszka wpięta do jednego komputera nie działa na drugim.
7 życzeń
Lnem się liniej, na przystanku stań się.
Ach, ach, jadę, jadę, do lutnika, do lutnika.
Zadziwiające, jak bardzo chce się grać, gdy jej nie ma.
Dwie nieistniejące dziewczyny
Jedna.
Zima, środek polany, mało śniegu. Leży twarzą do ziemi. Gałęzie wplątane we włosy. Tatuaż ciągnący się od łuku brwiowego do szyi. Bluza fruit of the loom, sztruksy. Perfumy, których próżno szukać, perfumy z łez rzecznych i dyskotekowych. Ugina się pod ciężarem plecaka większego od niej. Deszcz ze śniegiem, przystanek pod Bagatelą, jesień.
Druga.
Banshee
Diane, a wiesz, że ostatnio natrafiam na nadprzyrodzone istoty? Stałem późnym wieczorem na przystanku, sam jeden, pośrodku niczego. W ciszy, jaka możliwa jest tylko na głębokiej prowincji, usłyszałem… Sam nie wiem, wycie? Lament? Płacz? A może jakiś zew, czy też inny sygnał. Wysoki, przenikliwy dźwięk. Dobiegał od strony jednego z pobliskich domów i powtarzał się z nieregularną częstotliwością, która nasiliła się w momencie, gdy z daleka nadjeżdżał bus na którego czekałem. Najprawdopodobniej była to tylko niewinna psota jakiegoś znudzonego dziecka. Najprawdopodobniej. Spotkałem też dwie dziewczyny, ale o tym innym razem.
Dupe
Ej, ty! Życie! Gdybyś z równą łatwością podsuwało wyjścia z różnych sytuacji, co te wszystkie argumenty przeciw piciu wina o dziewiątej rano, to byłbym wdzięczny!