Dużo się dzieje, mało jest mnie. W niedzielę chwilę żyłem życiem pożyczonym od kogoś innego. Bo w moim raczej nie zdarzają się takie… Niech to będą obrazy:
– samodzielna jazda samochodem do innego województwa
– biznesowa rozmowa z piękną kobietą w malowniczej scenerii luksusowego hotelu nad brzegiem jeziora
Już raczej prędzej przytrafiają mi się takie:
– po wszystkim błyskawiczny hot-dog na stacji benzynowej
– sterta prasowania czekająca w domu
Poza tym wariactwo związane z Komunią spadkobiercy. Gdzieś pomiędzy powinienem pracować, w dodatku tak na zwiększonych obrotach. Ale nie mogę, mam głowę zaprzątniętą płytą którą zamierzam niedługo nagrać. Tak, może jestem nienormalny, ale nie bardziej niż ta pani, która uczy w dawnej szkole spadkobiercy i zawsze mówiła nam dzień dobry na ulicy, ale odkąd spadkobierca zmienił szkołę, to już nie mówi. Nie bardziej niż ten pan, jakiś kolega ojca sprzed czterdziestu lat, który skądś dorwał mój numer telefonu i co jakiś czas wysyła mi smsa, w którym bez żadnych znaków przestankowych i innych prawideł pisowni chwali się osiągnięciami swojej córki. Nie bardziej niż… Aaa tam.