Ono nadchodzi. Czuję to w rozgrzanym chodniku. Będzie… to co zwykle. Czerwień oczu, hotelowe korytarze. One chodzą parami. On jeździ rowerkiem. Ja chodzę pomiędzy nieistniejącymi ludźmi, staram się niczego nie zauważać i lekko uśmiecham się pod nosem.