To będzie ciężki poniedziałek, skoro zaczyna się kartką zapisaną „rzeczami do załatwienia”. Jest po pierwszej w nocy (nad ranem?), czytam ową kartkę, nie wszystko jestem w stanie odszyfrować, pismo żony z każdym słowem słabnie, jest coraz mniej czytelne, pisała przed snem, a wczorajszy dzień nie był dla niej łaskawy. Idę spać, o dziwo nawet się udaje, choć często tak mam, że gdy zaznajamiam się z „rzeczami do załatwienia” tuż przed położeniem się, to zaczynam o nich myśleć i ze snu pozostają jedynie nici, całe ich szpule, hurtownie razem z igłami i guzikami. Naiwnie nastawiam budzik na 8, ale już o siódmej budzi mnie telefon od teścia w sprawie „rzeczy do załatwienia”, mam też jedno nieodebrane połączenie od żony o 6:28. To będzie ciężki poniedziałek, więc słucham sobie na youtubie black metalu, choć nie jestem jakimś jego trve kvlt wyznawcą. Głośniczki pierdzą, pierdzi też muzyka i chyba tak właśnie w tym przypadku być powinno. Nie podobają mi się te wszystkie awangardowe projekty które wprowadziły ten gatunek na salony, te wszystkie Igorrry i inne Zeal & Ardory. Straszy muzyka, straszy leżąca nieopodal kartka, na której pismo żony niebezpiecznie zbliża się do blackmetalowej czcionki.