Przepraszam. Zakrzątnąłem się, zakręciłem, zatraciłem. I wdepłem (tak, wdepłem) w czarną dziurę, Czarną Chatę, czarną dupę. Ale wyszłem (tak, wyszłem). Zwalmy to na gorąc. Bo idziesz sobie człowieku ulicą i wszystko pachnie ciepłem. No, może nie wszystko, ludzie przeważnie śmierdzą ciepłem, a ja, jako że przytyłem te kilka kilogramów (rzeszę wielbicielek uspokajam – nadal mam niedowagę) być może śmierdzę razem z nimi. Bloki pachną ciepłem. Asfalt pachnie ciepłem. Trawa pachnie ciepłem. A może nie pachnie, może również śmierdzi? Przecież nie jest już taka świeża, ani skoszona, więc może wszystko to w letnie dni rozkłada się i śmierdzi? Nawiasem mówiąc przypomniało mi się to, co ze dwadzieścia ileś lat temu przeczytałem w piśmie Bravo (albo w innym Popcornie), mianowicie, że wczesną wiosną kobiety są bardzo podniecone, ponieważ zapach kwitnącej (czy trawa kwitnie?), czy też rosnącej (rośnie z pewnością) trawy przypomina im woń męskiego nasienia. Ta dam! Bum czaka! No więc pachną (być może) tylko bloki i asfalt, dlatego też dzieje się czasem to, co się dzieje. Ale pamiętajmy, że nie dzieje się nic więcej, niż dziać się musi.