Wystawienie pierwszej w życiu faktury przed czterdziestką obudziło we mnie robota. Takiego jak rysowałem dziecięciem będąc: kwadratowa głowa, na niej antenki, sprężyny zamiast nóg, szczypce w miejscu dłoni. W kwadratowej głowie obraca się rolka papieru toaletowego, myśli – wydruk – szparą zamiast ust. Kątem oka (wizjera? kamery?) patrzę w okno (iluminator?), co od razu sprowadza mnie na ziemię (w kosmos?). Jestem przeklęty (uszkodzony?), mój mózgożołądek fruwa gdzieś z Funkym i Bredną.