Jeszcze tylko kilka dni i życie odrobinę wyhamuje. Nie całkiem rzecz jasna, ale obroty spadną. I dobrze, ponieważ w tym momencie gdybym się gdzieś zgubił, to nie odnalazłby mnie żaden indiański nawet tropiciel. Z tego prostego powodu, że zostawiam niemożliwe do rozszyfrowania ślady: idę, a obwisłe ręce suną po ziemi obok nóg, dodatkowo ryję przed sobą podpierającym nosem. Ale już niedługo się wyprostuję. Nie wiadomo co prawda na jak długo, bo przecież życie zawsze może uraczyć nas nieoczekiwanym pudełkiem z granatem (czekoladkami na ten przykład jakoś nie może), ale będzie wyprost. Albo będzie bum.