47

Na raty, panie Garraty, ale jakoś to przejdziesz. Tu zaczniesz, potem będziesz musiał przerwać, dokończysz później. Ze wszystkim już tak będzie, nie martw się. Ale koniec końców zobaczysz. Będzie.

47

Leżę nocą i nie mogę. Zasnąć. Jestem tak bardzo zmęczony, że właściwie tym wyczerpaniem pobudzony. A może wyolbrzymiam, może to zmęczenie wcale nie jest takie wielkie, tylko ja desperacko chcę się poczuć jak jakiś sterany życiem, udręczony bohater? Ale zasnąć mimo wszystko nie mogę. Do niedawna działały marzenia, teraz jakoś już nie mam o czym, albo nie potrafię. Doskonale pomagało na przykład snucie wyobrażeń na temat mojej pierwszej w życiu ever, choć trochę wakacyjnej, ale jednak, miłości. Trochę wspomnień plus co by było gdyby. Albo przedawkowałem ten sposób, albo wszędobylski facebook zepsuł całą zabawę, pokazując mi, jak ona teraz wygląda. To niemożliwe, że ci wszyscy ludzie których kiedyś znałem są teraz starzy, skoro ja jestem taki piękny i witalny. Codziennie wstaję dłużej. Codzienność jest taka nudna. Jakieś świeczki, protesty, orędzia. Nic już z tego nie rozumiem i trochę mnie to śmieszy. Nic już z tego nie będzie, nic mi po tym, skoro do tej pory niczego to nie przyniosło. Nic im do tego, po prostu.

47

Trzeba wstać i iść. Trzeba wyrobić codzienną normę kroków. Chcesz mieć płytę czyszczącą laser CD, którą podobno i tak nic nie daje, to wstań i po nią idź. Po drodze zrób to, to, tamto też. Wstawaj. Już.

Dodaj komentarz