smę

A w ogóle, to idąc do nowego miejsca starej pracy mijam cmentarz. Nie tylko go mijam, muszę go całego przejść. W jedną i w drugą stronę. No chyba że biorę samochód, ale z reguły nie biorę. Tak więc idę tym cmentarzem i chyba wiem, co bodajże Nick Holmes miał na myśli w jednym z wczesnych wywiadów, kiedy to wspominał, że w tego typu miejscach poszukuje ukojenia. Spokój i cisza, poza paroma dniami w roku ani żywej (no przecież) duszy. No więc idę. Przyglądam się nazwiskom na nagrobkach. Niektóre wywołują uśmiech na twarzy, do ich właścicieli pewnie mało kto zwracał się po imieniu. Inne przypominają o dawnych znajomościach. Ta sama trasa, a nazwiska się nie powtarzają. Być może nocami cała nekropolia obraca się niczym gigantyczna kostka rubika, próbując się ułożyć w pradawny wzór umożliwiający zmarłym… Jeżeli Nicolas Cage zagra kiedyś w horrorze, to o takiej właśnie fabule. W pobliżu cmentarza mieszkają moi teściowe, dokładnie po drugiej stronie mieszkałem kiedyś ja. Samo miejsce pracy… Powiedzmy, że paręnaście lat temu niemalże z tej samej lokalizacji mój ojciec przeniósł firmę do wybudowanej przez siebie posiadłości. Upłynęło i się stało, wróciłem do punktu wyjścia. Cmentarz, blisko do rodzinnego (powiedzmy) domu, blisko do teściów. Dużo wspomnień i symboliki. Idąc cmentarzem trzeba się kierować na wieżowce górujące nad krajobrazem. Gdy byłem mały, marzyłem aby zamieszkać na tym osiedlu. Bloki na skraju tak zwanego lasku, mające u swych stóp resztę świata. Gdy zobaczył je mój syn, też przez parę dni był chory twierdząc, że nasze osiedle jest brzydkie i on woli tam.

Dodaj komentarz