letmi

Nie było tych letnich wieczorów, takich jak lubię, tych-takich. Były smażone, albo duszone. Nie usiedliśmy ani raz na ławce obok stacji benzynowej, nie oglądnęliśmy Blade Runnera i nie wypiliśmy paskudnego piwa z puszki. Zamiast tego było wynurzanie się, powolne i stopniowe. Najpierw się musiał rozpuścić lód. Udało się wydostać, a szlam łatwo się spłukuje. I z jednej strony jest pięknie. Jest łatwiej, lżej, swobodniej, bardziej rodzinnie i jakoś tak sensownie. Na swoim miejscu, mimo że o krok od wypadku samochodowego. Czuwa ktoś nad tym wszystkim, nade mną, nad nami. I teoretycznie teraz może być już tylko lepiej. Czasami tylko coś tak we mnie gra, chyba bez powodu, nie wiem… Ot tak?

Dodaj komentarz