Z pustką jest niestety tak, że nawet jak jej nie ma, to jest jej coraz więcej.
Miesiąc: Wrzesień 2017
czwarta
o czwartej wstaję się łatwiej
niż o szóstej tylko
trudniej się zasypia
Zioła, tabletki ziołowe, Bolzer, trochę męczarni, sen. Nie słyszałem nawet jak przyszedł sms, w którym organizator/koordynator chciał się upewnić, czy pamiętam o tym, że muszę wstać o czwartej.
żal uzi
żal tych uzi
gdzie poświata?
nie ma już lamp ciepłoszeptnych
ludzie teraz rozmawiają ze swoimi samochodami
nie można patrzeć z bliska w ekrany telewizorów
nie ujrzysz już kolorowych linii za to plastik
wypali ci oczy
wytatuuje czoło
wstrzyknie botoks
wepchnie do gardła pierdolone delfiny faszerowane kuropatwami
aleją
W moim domu nikt już się nie ucieszy z kasztanów.
W moim domu kasztanami pogardliwie nazywa się moje buty.
O tabace i cmenatrzu
Wciągam znowu, mimo że mi nie służy. Już dwa razy lądowała w koszu, a ja potem dwa razy grzebałem za nią w śmieciach. Coś mi mówi, że chyba jestem uzależniony. Trochę.
Wracając cmentarzem dziwiłem się niewidzianym wcześniej nazwiskom na nagrobkach. Czyżby po zamknięciu bram na noc odchodził tam jakiś makabryczny tetris?
Bez auta od wczoraj, a trzeba było pojechać tu i tam, tak więc była okazja do przesłuchania większej ilości muzyki i przyglądania się ludziom i światu. Młodzi mężczyźni wyglądają tak, że zaczynam się czuć nieswojo. Ciekawe, czy patrzą na mnie tak samo, jak ja w ich wieku patrzyłem na wąsatych panów w czapkach z żółwi. Stara dzielnica nie rozczarowuje, tam jak facet ma tatuaże, to nie jakieś tam drzewa czy sowy, tylko wiadomo: pajęczyna na łokciu, litery na palcach, kropka w kąciku oka. Jak facet stoi na przystanku, to nie z kubkiem kawy ze starbucksa w ręku, tylko z puszką piwa. Bloki są szare, balkony zaniedbane, za to na każdym po dwie anteny satelitarne. Oczywiście nie wszędzie i nie zawsze. Wysiadając wszedłem w młodą dziewczynę. Z premedytacją, ponieważ ona chciała wejść we mnie. Nie wiem, czy była zaskoczona, czy zbulwersowana, bo w uszach było to, co poniżej. I mam to w dupie, może ktoś inny kiedyś jej wytłumaczy, że najpierw przepuszcza się tych, którzy wysiadają.
O dż
Kątem oka można dostrzec niewiele, a zwłaszcza stojąc przed lustrem, więc niech ta pani nie pierdoli. A ja kątem oka zauważyłem liście, które próbują się dostać do mojego biura-magazynu-pracowni-samotni. Cudownie. Niech nadejdzie. Czuję ją w natchnieniu, od którego nie mogę spać, dzięki któremu nie pozostawiam śladów na zakurzonej podłodze. Cudnie. Wykonałem dziś trochę niewiarygodnych czynności, byłem chwilę w okolicach które przypomniały mi o nie tak odległych czasach, kiedy to nie miałem tego wszystkiego na głowie, teraz… Lata 90 mode on i idę. Do domu. Na nogach.
Sierżant Colon
Już się nie boję dentysty. Istnieją takie zabiegi, w porównaniu z którymi wizyta u stomatologa to smętne popierdywanie w kalesony. Ale już jest dobrze, powietrze uchodzi.
beck in action
a czasem to wszystko po prostu przerywa odgłos targanej kartki papieru
Zielona gumowa rękawica,
…czyli sowy tym razem tylko udają. Jak długo stałem murem za trzecią odsłoną Twin Peaks, tak kilka ostatnich odcinków pozbawiło mnie złudzeń. Co prawda wątpliwości naszły mnie już jakoś w połowie serii, ale wciąż miałem nadzieję, że stanie się coś, co każe wszystkim narzekającym uderzyć się w piersi. Tymczasem było tylko gorzej, a dwa ostatnie odcinki to już jest w ogóle spektakularna klapa. Chwilami wyglądało to tak, jakby za produkcję odpowiadała ekipa TVN-u, scenariusz do finałowego odcinka ktoś chyba pisał na kolanie tuż przed wyjściem do pracy. Smutne to. Emerytury wymyślono jednak nie bez powodu.
Kamień
Więc chcesz poznać historię kamienia? Dobra, opowiem ci o kamieniu. Tak mógłby wyglądać wstęp do pięknego wpisu. Bo w taki właśnie sposób chciałbym zaprezentować tę szczególnie ważną dla mnie treść, chciałbym pięknie to ująć. Problem w tym, że nie potrafię. A może temat jest zbyt błahy i niezależnie od talentu czy literackiego warsztatu zawsze wyjdzie z niego chała. W pewnym momencie chciałem się poddać i napisać jak zawsze, w swoim stylu (o ile w ogóle takowy posiadam). Czyli metaforycznie, enigmatycznie, ezoterycznie… Bełkotliwie. Ale właśnie tego chciałem uniknąć, bo co prawda nie wracam do tego co napisałem, nie czytam swojego archiwum, ale gdybym kiedyś jednak to zrobił, to choć w tym jednym przypadku nie chciałbym zgadywać co też w danej chwili miałem na myśli. Może nakierowałby mnie jakoś tytuł wpisu, ale biorąc pod uwagę moją coraz bardziej dziurawą pamięć, wolę nie ryzykować. O czym to ja… Aha. Kamień. Nie lubię w sposób oczywisty, nie lubię w stylu „byłem-robiłem-widziałem”, ale tu się chyba nie da inaczej.
Najgorsze jest to, że jak tak człowiek się przyjrzy suchym faktom, to aż sam się sobie dziwi, że to wszystko ma dla niego aż takie znaczenie.
Częściowo spełniłem swoje marzenie: odwiedziłem miejscowość w której spędziłem najlepsze wakacje i ferie swojego życia. Częściowo, bo jednak nie udało mi się oblecieć wszystkich ważnych dla mnie miejsc, no i miałem ze sobą bagaż i balast w postaci rodziny. Przed czterdziestką (albo na czterdziestkę) koniecznie muszę pojechać tam sam. Wystarczy mi jeden dzień. Jedyyynyyyy, tak do końca… Miejscowość jak miejscowość, wiocha w zasadzie: jedna główna ulica, kościół, sklep, rzeka, las, góry, ale chodzi o kobietę. Tę pierwszą ever miłość, wakacyjną bo wakacyjną, ale jednak miłość. Wszystko pierwsze, może poza tym jednym, ale czy to ważne? Pierwsze pocałunki, pierwszy dotyk kobiecej piersi, pierwsze łzy, no i pierwsze w życiu zranienie kogoś. Pierwsze skurwysyńskie zachowanie, które chyba nie pociągnęło za sobą następnych. Nazwiecie mnie sentymentalną pensjonarką i będziecie mieć rację, ale na dobrą sprawę nigdy nie wyzbyłem się myśli o tej dziewczynie (dzisiaj już kobiecie). Pamięć o niej podtrzymywana jest przez różne dziwne wydarzenia. Jakie? Na przykład gdy kilka lat temu uległem namowom kolegi i założyłem konto na facebooku, po kilkunastu sekundach od pierwszego zalogowania kto mi wysłał zaproszenie do znajomości? No kto? Albo gdy paręnaście lat temu pojechałem z moją żoną (nie pamiętam, czy już faktycznie nią była) do wspomnianej miejscowości i gdy parę kilometrów od celu zmienialiśmy koło w samochodzie, to kto musiał akurat przejeżdżać ulicą na rowerze?
Myśli o niej towarzyszą mi od przeszło dwudziestu lat, z różnym natężeniem i o różnych porach dnia i nocy. W pewnym mrocznym okresie mojego życia, gdy choroba syna niemalże znokautowała moje małżeństwo, myślałem o niej nawet częściej niż powinienem. Teraz po prostu wspominam, czasem popadam w głupie rozważania „a co by było, gdyby”, niekiedy powstrzymuję się od napisania jej różnych ważnych rzeczy, które tak naprawdę mogłyby jej tylko zepsuć dzień, albo i coś więcej. Ponieważ kontakt jest, sporadyczny i neutralny, ale jest. Ogranicza się w zasadzie do życzeń urodzinowych i świątecznych, od wielkiego dzwonu parę słów więcej, ale takich… Ważnych. Po których można wywnioskować, że ona chyba pamięta podobnie. Nie posuwamy się dalej, nie snujemy wizji ewentualnego spotkania, nie pytamy się o życie rodzinne i zawodowe. I tak jest chyba lepiej, a już na pewno bezpieczniej. W zeszłym roku wysłała mi zdjęcie znad rzeki, z jednego z naszych miejsc. Pisałem o tym tutaj: http://mknie.blox.pl/2016/03/Tam-8.html. Teraz ja posłałem jej fotki drugiego. I przywiozłem stamtąd kamień. Przez parę dni nosiłem go w kieszeni i często dotykałem, teraz wsadziłem go do przegródki w futerale na gitarę. Bo gitara w moim życiu odgrywa podobną rolę, co wspomnienia o niej. Jest to jakaś ucieczka od codzienności i trzymanie się kurczowo jakieś swojego „ja” sprzed wieków. Nosząc go w kieszenie pewnie zaraz bym go zgubił, obok gitary jest bezpieczny.
Teraz można szydzić. Ja i tak od paru dni w głowie słyszę bez przerwy gromkie „oooooooch…” sitcomowej publiczności.