core

Marchewkowym kolorem z nosa podkreślam rok który upłynął, rok zdziwnienia. Znowu zdziwnione rzeczy niekiedy, a czasem wręcz na kogo wypadnie na tego bęc. Bardzo ważne sprawy zawodowe w toku, ale to nieistotne, nie idę jutro do pracy z powodu nagrywania gitar na coś, co być może urodzi się po Nowym Roku, kompletnie takim samym jak ten Stary.

Pasaż mały

Straszliwie męczący sen, w którym skompromitowałem się instrumentalnie przed bratem od gitary sprzed lat. Jak to w snach – artretyczne palce, wypadająca kostka, nierówno, nieczysto, za to brzydkim dźwiękiem. Dobrze wiem, że to przytyk podświadomości do mojego codziennego grania w kulki, zamiast sensownego grania po prostu. Tak więc gamy i pasaże, mili państwo.

NHHC

Moje życie wyglądało kiedyś trochę ja ten teledysk. Teledysk, kawałek, kapela – operuje ktoś jeszcze takimi pojęciami, czy został już tylko spotify, wrzuta i jutjuberzy? Nie nadążam za tym wszystkim, mój syn fascynuje się jutjubowymi filmami zdziecinniałego dorosłego kolesia, na przykład o otwieraniu paczki z nowym fotelem. A ja tęsknię za czasami, w których miałem tylu znajomych co ludożerki na tym teledysku. Poważnie, w każdej chwili mogłem wyjść z domu i za chwilę znaleźć się w otoczeniu przynajmniej kilku przyjaznych mi ludzi. A dzisiaj? Dzisiaj żywcem nie mam z kim porozmawiać, tak zwyczajnie, o tym co mnie przytłacza, o dupie maryni, o nowym utworze Morbid Angel, o tym dlaczego się boję i czemu nie mam sił. Dzisiaj wokalista tej kapeli jest najbrzydszą na świecie kobietą.

Wielki Nos

Teraz mam pewność, że mój chrzestny jest wyznawcą jakiegoś Wielkiego Nosa. Ewentualnie od pół wieku ma Aspergera, ale raczej nie. Po prostu pochodzi z innego wymiaru, jak cała rodzina ze strony mojego taty. To by tłumaczyło również i moje różnego rodzaju odchyły, cóż, jestem więc jak ten Thorgal wśród wikingów…

Chrzestny dzwoni do mnie z częstotliwością raz na kilka lat. Ja nigdy nie dzwonię, nie dzwonię od moich osiemnastych urodzin o których zapomniał. Nie jestem mściwy czy pamiętliwy, trafniej byłoby raczej napisać, że o nim zwyczajnie nie pamiętam. Bo i po co? Ten człowiek nie ma znaczenia. Ot, raz na jakiś czas jest fun w rodzinie, bo a to komuś (mnie) podaruje w prezencie ślubnym napisaną przez siebie książkę z dedykacją dla kogoś zupełnie innego, a to komuś innemu pod choinkę podłoży długopisy albo smycze z logiem instytucji w której akurat pracuje. Albo na stypę po babci zaproponuje zamówienie pizzy dla wszystkich. Takie tam.

Przedwczoraj odebrałem od niego telefon. „Cześć, gdybyś zupełnie przypadkowo był w przyszłym tygodniu w Rzymie, to wiedz, że bierzemy tam ślub. A po wszystkim idziemy na pizzę (co on z tą pizzą?)„. Tak, jak to mam w zwyczaju, będę właśnie w drodze z Dominikany na Malediwy, czemuż by więc nie skierować swojego samolotu do Włoch?

W sumie ani to specjalnie zabawne, ani też nawet wkurwiające. Raczej przygnębiające, bo po śmierci kilku osób i po jeszcze paru innych wydarzeniach z mojej dziwnej rodziny pozostały w zasadzie już tylko strzępy.

Cóż, przynajmniej Wielki Nos ma się świetnie.

Permanentne opady

Kiedyś nie mogłem się ciebie doczekać, teraz nie mogę za tobą nadążyć. Tak wygląda seks w wielkim mieście około czterdziestki. A dziś jebło mi coś w plecach, co dziwnym nie jest, bo już dawno się zepsuły. W każdym razie szedłem z synem do szkoły niewyprostowany, jakbym narobił w gacie, widziałem jego badawcze spojrzenie, ale chyba się bał zapytać. No cóż, teraz już z górki.

Albolub Lubalby

Czasami nie wiadomo gdzie podziać wzrok. Wsteczne lusterka bywają kusząco zdradliwe. Myśli lepiej zatapiać lub przysypywać. To co powinno uspokajać nie robi tego. Czegoś potrzebuję, tylko nie wiem czego. Pierwszy raz w życiu nie cieszę się z jesieni. Może dlatego, że tej takiej którą lubię w ogóle nie było. Od dawna nie było niczego co lubię. Co ja właściwie takiego lubię?