Większości moich kolegów z czasów liceum i studiów stuknęła w tym roku czterdziestka. Z większością z nich do dzisiaj utrzymuję jakiś tam kontakt, co nie jest może specjalnym wyczynem zważywszy na to, że nasza hermetyczna paczka nie liczyła wiele osób. W najbliższą sobotę będę więc wznosił toasty na cześć kolejnego jubilata, równocześnie ciesząc oczy widokiem mojej platonicznej miłości sprzed dwudziestu lat. Spotkałem ją w zeszłym miesiącu przy okazji opisywanego tutaj przyjęcia-niespodzianki dla innego świeżo upieczonego czterdziestolatka i… Eeech… – że tak powiem. Chyba jeszcze nie umarłem, skoro czuję się jak nastolatek przed swoją pierwszą imprezą na której będą koleżanki. I to na kilka dni przed! Oczywiście nic z tych rzeczy, wszyscy grzeczni, zaobrączkowani, trzymamy ręce na stoliku i uważamy na to co mówimy, zwłaszcza przy osobach towarzyszących.