desejm

Bywa, że rano nie umiem. Czynności które wykonywałem już tysiące razy wcześniej nagle stają się sztuką tajemną i niedostępną zwykłym śmiertelnikom. Od kiedy żona zaczęła częściej chodzić do pracy to na mnie spłynęły obowiązki związane z przygotowaniem dziedzica do szkoły. I w porządku, jestem z gatunku tych mężów/ojców, którzy po pracy zamiast zasiąść w fotelu z gazetą i cygarem raczej myją podłogę albo odrabiają z dzieckiem lekcje. Podobno nieźle gotuję, jakoś tam radzę sobie z żelazkiem, kiedy trzeba zdejmę zasłony, wymienię żarówkę, to i owo naprawię. W pewien sposób polubiłem całą tą (tę?) codzienną rutynę, jest w niej jakiś element spokoju. W domu staram się dawać z siebie jak najwięcej, zwłaszcza że w innych dziedzinach życiowych jestem skończonym patafianem. No i przychodzi czasem taki poranek jak dziś, kiedy to okazuje się, że mam dwie lewe ręce  i cierpię na amnezję. Otwieram lodówkę i nie mam pojęcia co zrobić, które z naczyń mam wyciągnąć, gdzie znaleźć coś co mógłbym podać synowi na śniadanie. W czym podgrzać i co? A przecież jeszcze trzeba coś przygotować do szkoły. Znaleźć jakieś ubranie dla siebie i dla niego. Symptomem tego umysłowego zaćmienia zawsze jest pewne załamanie czasowe występujące tuż po przebudzeniu: jeżeli ze zdziwieniem stwierdzam, że od sygnału budzika do przyrządzenia kawy minęło więcej niż piętnaście minut, podczas których kompletnie nie wiem co robiłem, to znaczy, że to będzie jeden z tych poranków.

Dodaj komentarz