dready wyrastają z serca i ciągną się saksofonami pod księżycem podczas gdy ty popełniasz błędy za kółkiem i spazmatycznie łapiesz oddech uświadomiwszy sobie że nie masz przy sobie żadnych narkotyków a wszystko to czym otoczyłeś się w ostatnich latach właśnie przestaje działać
Miesiąc: Marzec 2018
skrzy(się wę)żowanie
Na rozstaju dróg… Właście było to skrzyżowanie, ale czyż nie ładniej brzmi „na rozstaju dróg”? Albo przynajmniej „na rozdrożu”? A więc na rozstaju dróg, w pobliżu niewielkiej stacji kolejowej, była sobie knajpa. Klub, pijalnia, mordownia właściwie. Bar zrobiony ze starej meblościanki obitej choinkowymi lampkami, przywieziony z niemieckiego śmietnika stół bilardowy, cerata na stołach. W ciemnym, zadymionym pomieszczeniu spotkał się wzrok muzyka z przeszłości (który nigdy nie został muzykiem) ze wzrokiem siedzącego w kącie pisarza z przyszłości (który nigdy nie został pisarzem). Skinęli sobie głowami i unieśli w niemym toaście szklanki wypełnione oleistymi myślami.
muwi
To, co ma zbliżyć – oddala. Co ma ułatwić ucieczkę – przybliża. Jak żyć, skoro krótko się nie da? Najgorzej jest nocą. Piwo plus 3 ziołowe tabletki, niekiedy. Potem stopery do uszu, żeby nie przeszkodził żaden szmer spuszczanej w kiblu wody dwa piętra wyżej. Przydałyby się też zasłony, żeby nic nie widzieć. Najgorsze albo najlepsze w tym wszystkim jest to, że przed moimi zamkniętymi oczami staje tamta miejscowość. Widzę inną rzeczywistość. To mnie uspokaja, chyba. Zasypiam przed końcem tego filmu.
Uwielbiam zapach napalmu o poranku
A właściwie w każdym momencie dnia i nocy. Dobrze, że się ochłodziło. Nie jestem jeszcze gotowy na wiosnę. Pory roku zdecydowanie zbyt często się zmieniają, nie nadążam za nimi. Im dłużej trwa zima, tym łatwiej przychodzi mi oszukiwanie samego siebie, że ze wszystkim wyrobię się na czas.
…
Zdjęcie pozornie bez związku z notką, jednak w jakiś sposób również nawiązuje do przemijania: jednego z panów od kilku lat już nie ma na tym świecie, drugi od dłuższego czasu z powodów osobistych nie bierze udziału w trasach koncertowych macierzystego zespołu.

Tutaj obydwaj dżentelmeni jeszcze cali i zdrowi:
P.S.: Za tło dźwiękowe mojego wpisu mogłem w zasadzie obrać „Seasons End” Marillion, może nawet bardziej pasowałoby do aury za oknem, ale… Patrzy tytuł.
Stary człowiek, a wciąż może
Wszystko już w życiu widziałem, byłem wszędzie. Kuszono mnie na milion sposobów, a ja i tak za cel obrałem sobie życie w tej zapomnianej przez Boga latarni morskiej. Czasami udaje się uciec nie ruszając się z miejsca. Czasami. Bo przed przypływem ucieczki nie ma, tak więc raz na jakiś czas zalewa mnie wielobarwny szum. Morze wdziera się do mojej samotni wszelkimi możliwymi (morzliwymi) otworami i z pierwotną siłą odrywa mnie od tego, czego akurat kurczowo się trzymam, po to tylko, aby porzucić mnie na jakimś nieprzyjaznym brzegu oddalonym wiele mil od miejsca, które nazywam domem. Jak dotąd zawsze udawało mi się znaleźć drogę powrotną. Wracam, zamykam za sobą drzwi, niekiedy muszę je naprawić. Usuwam skutki sztormu, zmieniam mokrą odzież, przyjmuję ulubioną pozycję i wpatruję się w morze. Czekam.
Nie jestem robotem.
Wbrew pozorom. Potrafię się jeszcze czasem zainteresować. I zamyślić.
czasę
Nawet ja mogę napisać od czasu do czasu coś pozytywnego. W końcu nie odpadają palce podczas wieszania prania na balkonie. Odzyskałem zdolność odczuwania przyjemności z czytania i słuchania. Wrażenie porównywalne do miłego spędzenia czasu z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Już od prawie dwóch tygodni regularnie ćwiczę. Ale że sportowo-gimnastycznie, JA, a nie, że tylko na gitarze. Codziennie, 2-3 razy. Naprawdę lepiej się dzięki temu czuję. Myślę nawet o rowerze. Odstawiłem też cukier, słodzę tylko kawę, resztę przyjmuję w owocach. Umieszczę tu zdjęcie jak tylko termofor stanie się kaloryferem.
Yatam-Man
Chyba tam. Tam, gdzie nocą latają świetliki, gdzie spadająca gwiazda obiecała mi granie na perkusji, gdzie niebieskie światła Sali Tronowej Imperatora zostawiły trwałe powidoki na mojej siatkówce. Ale też na końcu dwóch tęcz, pośród mgły i wrzosowisk, z werblem przewieszonym przez ramię. Nie na bagnach, nie do końca w skutych lodem lasach, z dala od fiordów. Jeżeli plaża, to kamienista (drut). Jeżeli knieje, to liściaste. Gdyby deszcz, to ciepły. A jak już piętro, to piąte. Skoro papieros, niech będzie L&M, a jeżeli z puszki, to tak bardzo wyszydzany dziś Harnaś. Chyba tam. Ja.