jeeea

Z obolałym kręgosłupem, z obłędem w oczach, z niechęcią i z niesmakiem, ale zakończyłem ostatnie zlecenie tego sezonu. Kto wie, może nawet w ogóle ostatnie zlecenie w historii tej firmy? Może tak być, bo mam dość. Tego kręgosłupa, obłędu w oczach, niechęci i niesmaku. Potrzebuję zmian, Boże, nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Na horyzoncie pojawia się pewna możliwość… Oczywiście boję się, jak to ja przecież, ale spróbuję. Za długo tkwię w tym syfie do którego zwyczajnie się nie nadaję. Jeżeli nic się nie zmieni, oszaleję. Dlatego zmień się, zaklinam cię, zmień się życiu! 

zuotko

już dwadzieścia lat temu liżąc okna wiedziałem jakiego koloru niebo będzie dzisiaj naklejanie znaczków pocztowych zwiastowało kac bezsenność bezsensowność podskórną tęsknotę za miastem którego nie ma jest tylko zdrój brakowało narzędzi których teraz nie brakuje nie brakowało chęci i natchnienia których teraz jak na lekarstwo na szczęście ono podróżuje w czasie

juści

Rozdanie świadectw, całkiem inna aura. Jak co roku to ja idę z młodym, choć wydaje mi się to trochę dziwne, bo nie przypominam sobie, żeby przy moich zakończeniach roku szkolnego towarzyszyło mi któreś z rodziców. W dodatku wymaga się ode mnie robienia zdjęć, a ja nie cierpię tego robić. Nie lubię do nich pozować, nie lubię publicznie fotografować. Wszystkie miejsca, w których ludzie najczęściej robią zdjęcia, kojarzą mi się z czymś, co trzeba jak najszybciej opuścić, postać chwilę, przyglądnąć się, zapamiętać po swojemu i odejść, zwolnić miejsce, które za chwilę ktoś wypełni na nowo. Z aparatem w dłoni. Nie odczuwam swoich wakacji, odkąd nie palę. Czyli już tak z piętnaście lat. Rzecz nawet nie w samych papierosach, co raczej w tym, że wtedy mogłem zatrzymać się parę razy w ciągu dnia, pomyśleć, poobserwować kółka z dymu, wypalić spokojnie do końca, coś poczuć, coś dostrzec. Teraz, nawet gdybym nadal trzymał się tego nałogu, pewnie musiałbym wychodzić na balkon, nerwowo ściągać kilka machów, koniecznie trzymając papierosa kciukiem i palcem wskazującym, jak jakiś chłop na wietrznej budowie, po czym połowę kiepa dusić w jakimś słoiczku. Więc bez sensu. Pamiętam też, że w pierwszych letnich dniach pewna speluna w naszej dzielnicy wystawiała na zewnątrz kilka stołów z parasolami, powstawał tak zwany ogródek. Wtedy wiedzieliśmy, że to już, wakacje, a pierwsze piwo miało charakter wręcz rytualny. Dzisiaj stoi tam foodtruck, a widok ogródków knajpianych nie dziwi nawet w zimie. Tylko zasiąść w nich, tak, z tym jest znacznie trudniej. 

grajć

Wczoraj głos w słuchawce zrobił mi dzień:

– Idziesz na jakieś oglądanko, czy będziesz grał na gitarze?

W sensie czy do jakiejś strefy kibica się wybieram. Dobre. Nie znam drugiej osoby, której już nawet nie piłka, a jakakolwiek dyscyplina sportowa byłaby równie obojętna, co mi. Sport mam w dupie, wczorajszy wynik też (i poprzednie, i wszystkie następne), natomiast drażni mnie to ogólnokrajowe spuszczanie się nad tym tematem. To ciśnienie na wspólne oglądanie, kibicowanie, malowanie flag na policzkach, przyozdabianie samochodów, napierdalanie wuwuzelami pomiędzy jedną warką, a drugą tatrą. A najbardziej irytujące w tym wszystkim jest to, że jak już chłopakom skończy się łomot na boisku, to zaraz zaczyna się drugi w mediach. A, jak wiadomo, dzięki swobodzie wypowiedzi w internecie, każdy z nas jest ekspertem we wszelkich możliwych dziedzinach. Zalecam wszystkim wrzucenie na luz i w ramach odstresowania polecam naukę gry na dowolnie wybranym instrumencie. Ależ by było pięknie.

sinu(s)[t]r(u)[a](n)

Uciekam przed tym sinusoidami. Gdy mnie dopada, zwalam wszystko na słońce. Ono wypala czarne dziury w zwierciadłach. Przynajmniej po wszystkim nadchodzi przypływ, to czas w którym mógłbym. Mijając wyrastający wszędzie betonowy pośpiech upewniam się, że gdy odejdę, wypełni mnie wszystko to, co uleciało po przekłuciu materaca. 

zapachrzekikamieniedrutemspętanepoogniskowepopiołypękatebutelkiokocimiapusteopakowaniepo

carokrótkieczerwoneliśćłopianuzarazzamostemona

abendonszip

Kończę przedostatnie zlecenie w tym sezonie, kto wie, czy nie przedostatnie w ogóle. Bez nerwów zwykle towarzyszących mi w pracy, bez większych emocji. Choć nie, chwilami towarzyszy mi dziwne uczucie, mam wrażenie, że w każdej chwili może pojawić się mój ojciec, tak jak to miał w zwyczaju doglądać nas w pracy. Zawsze znienacka i z reguły w najmniej odpowiedniej chwili, nawet żartowaliśmy na ten temat, że aby go przywołać wystarczy aby któryś z nas na chwilę sobie usiadł, albo nie daj Boże się położył. Albo zaczął kombinować, gdzie by tu cichcem strzelić jakieś piwo czy wiśnię. Cóż, co się jeszcze nie skończyło, to chyba właśnie powoli się kończy. Wrzesień będzie przełomowy, może wtedy uda się bez szwanku opuścić pokład tego osiadłego na mieliźnie okrętu.

okręs

Powinien inaczej ten asfalt pachnieć. Wiatrem i kawałkiem liścia, a nie że upał i kurz. Powinno być bezdźwięcznie jak okiem sięgnąć. Tylko drzewa i słupy wysokiego napięcia. Ewentualnie pole kukurydzy. W zupełnie innym świetle my.

To jest ten okres w roku, że inaczej nie potrafię. Stąd to, co powyżej, można i może nawet raczej trzeba by zapisać w ten sposób:

powinien inaczej ten asfalt pachnieć

wiatrem i kawałkiem liścia, a nie

że upał i kurz?

powinno być bezdźwięcznie

jak okiem sięgnąć tylko drzewa i słupy wysokiego napięcia

ewentualnie pole kukurydzy w zupełnie innym świetle

my