Kończę przedostatnie zlecenie w tym sezonie, kto wie, czy nie przedostatnie w ogóle. Bez nerwów zwykle towarzyszących mi w pracy, bez większych emocji. Choć nie, chwilami towarzyszy mi dziwne uczucie, mam wrażenie, że w każdej chwili może pojawić się mój ojciec, tak jak to miał w zwyczaju doglądać nas w pracy. Zawsze znienacka i z reguły w najmniej odpowiedniej chwili, nawet żartowaliśmy na ten temat, że aby go przywołać wystarczy aby któryś z nas na chwilę sobie usiadł, albo nie daj Boże się położył. Albo zaczął kombinować, gdzie by tu cichcem strzelić jakieś piwo czy wiśnię. Cóż, co się jeszcze nie skończyło, to chyba właśnie powoli się kończy. Wrzesień będzie przełomowy, może wtedy uda się bez szwanku opuścić pokład tego osiadłego na mieliźnie okrętu.