Uciekam przed tym sinusoidami. Gdy mnie dopada, zwalam wszystko na słońce. Ono wypala czarne dziury w zwierciadłach. Przynajmniej po wszystkim nadchodzi przypływ, to czas w którym mógłbym. Mijając wyrastający wszędzie betonowy pośpiech upewniam się, że gdy odejdę, wypełni mnie wszystko to, co uleciało po przekłuciu materaca.
zapachrzekikamieniedrutemspętanepoogniskowepopiołypękatebutelkiokocimiapusteopakowaniepo
carokrótkieczerwoneliśćłopianuzarazzamostemona