tjun

Nie umiem dostroić się do mojego syna. Myślałem, że im będzie starszy tym będzie łatwiej… Nic bardziej mylnego, tak samo jak w przypadku mojego naiwnego przekonania, że jak już dziecko pójdzie do szkoły, to będziemy mieć więcej czasu dla siebie. Właściwie jest dokładnie na odwrót. Zawsze chciałem być takim tatą-kolegą, nie tylko i wyłącznie kimś kto poucza, opierdziela i wymaga, tylko kimś kto towarzyszy, wspiera i pomaga w rozwijaniu wyobraźni i pasji, a co za tym idzie i osobowości. Udawało się to w miarę póki syn był młodszy i z szeroko otwartymi oczami chłonął wszystko to, co do niego mówiłem, zastanawiał się nad tym, co mu podsuwałem. Drogi moje i mojego ojca zaczęły się bardzo szybko rozchodzić, już dawno temu przysiągłem sobie, że sam nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji w przypadku własnych dzieci. Tylko nie wiedziałem, że w pewnym momencie to się właściwie dzieje naturalnie i automatycznie. Syn ma w tym momencie jedenaście lat i własny świat, którego ja najzwyczajniej w świecie nie ogarniam, tak samo jak on nie jest w stanie ogarnąć mojego. Niby jestem na miejscu, już nie znikam z domu na dłużej, rozmawiamy, żartujemy, wygłupiamy się, tylko cały czas mam poczucie, że daję mu coraz mniej, zamiast coraz więcej. I nie chodzi mi tylko o rzeczy których wspólnie po prostu nie zrobimy, bo albo ja w czymś się nie odnajduję (piłka nożna), albo on do czegoś nie jest stworzony (muzyka). Mam na myśli coś, czego nie bardzo umiem wyrazić słowami. Dostrojenie się, zatrzymanie na chwilę, poświęcenie całej uwagi w danym momencie… Im jestem starszy, im jesteśmy starsi, tym rzadziej się to udaje. Syn ostatnio przyłapał mnie na tym, że udzieliłem mu jakiejś odpowiedzi typu kutas, bo słuchałem go jednym uchem i ani za bardzo nie zarejestrowałem pytania, ani tym bardziej nie zastanawiałem się nad tym co mówię. Śmiał się, a mnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Bo dokładnie tak zapamiętałem relacje z moim tatą, poczułem się tak, jakbym się nim na chwilę stał. A przecież nie tak miało być. 

Dodaj komentarz