Trójkąt Bermudzki

Przejście dla pieszych. Starszy pan ciagnący na smyczy martwego psa. Pies ciągnący za sobą swoje wnętrzności. Kawałek dalej, tuż przed światłami trójkąt na jezdni, jakieś auto na awaryjnych. Tuż za skrzyżowaniem na przystanku autobus, policja, karetka pogotowia, samochód nadzoru komunikacji miejskiej. I to wszystko w obrębie kilku przecznic, praktycznie w tym samym czasie. 

W oberży obroża

– Masz siedem minut! – krzyknął strażnik, po czym odszedł korytarzem wesoło pobrzękując kluczami. Być może przy tym podśpiewywał. Może nawet podpierdywał. Spojrzałem w kierunku niepotrzebnie zapalonych świateł, po chwili zdecydowałem się je wyłączyć. Co jeszcze? Muszę naładować lokalizator na resztę dnia. Kiedyś obliczę ile czasu dziennie poświęcam na podłączanie rozmaitych  urządzeń do różnych źródeł. Niedługo czeka mnie spacerniak, ale w taką pogodę to żadna rozrywka tak szczerze powiedziawszy. Gdybym był z cukru, to przynajmniej bym się chociaż częściowo rozpuścił. Tak jak moi tak zwani bliscy. Czas nie leczy ran, czas zmniejsza zainteresowanie zainteresowaniem.

– Czas minął!

maga

Potrzebuję punktu zaczepienia. Diane, wiem przecież, powinno być inaczej. Ale… nie jest. Diane, potrzebuję czegoś na przecięciu czasów. Czegoś z wtedy, czegoś z teraz, czegoś co zadziała. Zepsułem się. Nie działam. Potrzebna iskra zapalna, czymkolwiek by nie była. Ładowanie akumulatora. Lifting, reanimacja, pierdolone spa i botoks mózgu. Serca być może. Potrzebne są stare telefony i drżące sierpniowe powietrze. 

sru!

Niepodlewana ręka nie chce odrastać. Nie swędzi, co najwyżej te fantomowe zakończenia które w zetknięciu z klawiaturą komputera potrafią wywołać ospę. Brakoczas. Z dnia wykrawam dla siebie bardzo niewiele, raczej z nocy. W drodze do i z pracy czasem zdarza mi się zanotować sympatycznym atramentem coś w głowie, najczęściej bezpowrotnie. Albo nie mogę zasnąć, albo nie wiem kiedy zasypiam. W obydwu przypadkach nie mogę się obudzić. Twórcze myśli wypierają te prozaiczne, dobór czcionki tekstów na płytę roku przegrywa z analizą kontaktów wewnątrzrodzinnych. Gdzieś po drodze kupiliśmy nowy samochód, którym jeszcze nawet nie jechałem, bo nie potrafię do niego wsiąść. Styczeń – sru!

hep! &

Zamykaj drzwi na klucz, jak wychodzisz. Nawet gdy idziesz tylko ze śmieciami. Mogę się wślizgnąć niepostrzeżenie i tym razem nie odbiję się od czerwonej kotary. Kolory… Przestaję odróżniać. Wewnątrz mojej sfery panuje idealna pustka. Mogę się dotoczyć żywcem gdzie mi się podoba. Pogrzebać. Zaczyna mi to odpowiadać. Echo. Kopia. Wpatrywać. Zamykaj drzwi na klucz, jak wychodzisz. Teraz lepiej nie wieszaj prania za domem. Zamarznie i połamiemy na sobie prześcieradła. Mów.