ssie ssa

czasami jakby się niebo odetkało przez dziurę w pustce wsysa mnie tam gdzie więcej kolorów i przeważnie zieleń gdzie w tle słychać gdzie w dali widać gdzie z wiatrem wonie gdzie uśmiecham się opuszkami palców i proszę nie myśleć nie myśleć nie myśleć że to się wkrótce zatka i będzie nieruchomo przez czas jakiś

par k ing

Problem w tym, że za naszych czasów nie spotykaliśmy się na parkingach. Nie było wtedy tylu samochodów i zaparkować można było właściwie wszędzie. A szkoda. To byłby czad, móc całować cię w blasku odbijanego przez niezliczone ilości karoserii i szyb słońca. Nasze słońce co najwyżej odbijało się w wodzie, poza tym nie załamywało się, jego blask bezlitośnie niszczył wszystko na swej drodze. 

seyser koze

Żołądkowe eksplozje zlodowaciałych słońc. Lubię. Śniły mi się szerszenie. Niestety reszta snu się zatarła, za długo zwlekałem, trzeba było opisywać zaraz po przebudzeniu. Było w nim coś o ojcu, o bloku w którym dawno temu mieszkałem, tym pierwszym, z dziwnymi kwietnikami. Ojciec… W drugą rocznicę jego śmierci mój pijany brat wył mi do słuchawki o tym, że nas wszystkich bardzo kocha. Tak sobie myślę… W sumie to nie chcę już myśleć, myślenie ostatnio zajebiście mnie męczy. Łyk pyk. Czasami przelatuję nad światłami wielkiego miasta. W tle pobrzmiewają delikatne dźwięki syntezatora. Skanuję, czy jeszcze kiedykolwiek będzie miało miejsce jakieś jeśli. Dwuznaczna rozmowa, taka podczas której nie ucieka się spojrzeniem. Patrz na mnie, zauważ mnie, o niczym innym nie marzę.