Żołądkowe eksplozje zlodowaciałych słońc. Lubię. Śniły mi się szerszenie. Niestety reszta snu się zatarła, za długo zwlekałem, trzeba było opisywać zaraz po przebudzeniu. Było w nim coś o ojcu, o bloku w którym dawno temu mieszkałem, tym pierwszym, z dziwnymi kwietnikami. Ojciec… W drugą rocznicę jego śmierci mój pijany brat wył mi do słuchawki o tym, że nas wszystkich bardzo kocha. Tak sobie myślę… W sumie to nie chcę już myśleć, myślenie ostatnio zajebiście mnie męczy. Łyk pyk. Czasami przelatuję nad światłami wielkiego miasta. W tle pobrzmiewają delikatne dźwięki syntezatora. Skanuję, czy jeszcze kiedykolwiek będzie miało miejsce jakieś jeśli. Dwuznaczna rozmowa, taka podczas której nie ucieka się spojrzeniem. Patrz na mnie, zauważ mnie, o niczym innym nie marzę.